Zaciekłe
walki w Faludży: Amerykanie wspominają Wietnam.
Faludża (AFP) 08/04/2004 15H14
Walki między amerykańskimi żołnierzami a sunnickimi powstańcami z Faludży na zachód od Bagdadu są tak zaciekłe, że zmuszają dowódców wojskowych do porównań z Wietnamem.
Żołnierze amerykańscy idą tyralierą, jedną za drugą, pod ogniem snajperów, moździerzy i rakiet antyczołgowych. Wojskowy lekarz mówi, że opór jest większy niż w czasie inwazji Iraku w zeszłym roku.
Pociski moździerzowe i kule lekkiej broni maszynowej spadają niespodziewanie, wystrzeliwane przez małe grupy powstańców. Małe oddziały wypadają z bocznych uliczek albo strzelają z dachów i znikają.
Echo strzałów i detonacji wstrząsa Faludżą, nad miastem unoszą się kolumny dymu, nad nimi amerykańskie F16.
Marines posunęli się tylko o dwa kilometry do przodu w ciągu ostatnich dwóch dni. To była strefa przemysłowa Faludży, która wcześniej wydawała im się kompletnie opuszczona.
8 kwietnia po południu zatrzymali marsz żeby poczekać na posiłki, na co najmniej jeden batalion, mówią oficerowie.
Partyzanci przemieszczają się małymi grupami po pięciu lub sześciu, strzelają czasem z kwartału, który wydawał się już pod kontrolą Amerykanów.
„Operacje wojskowe w mieście są najintensywniejsze” mówi podpułkownik Brennan Byrne. „Jak w Hue, w Wietnamie.” robi aluzję do krwawych walk z 1968 roku.
Marines mówią, że Irakijczycy z Faludży stawiają silniejszy opór niż gwardia republikańska roku temu. „W zeszłym roku wybieraliśmy cel, osiągaliśmy go i szliśmy spać , a teraz mamy prawdziwą wojnę” – mówi doktor Percy Davilla, lat 29, z pierwszego batalionu margines.
Na środku ulicy leżą zwłoki czterdziestoletniego mężczyzny, zabitego kulą w kark przez żołnierzy, wystrzelił do nich wcześniej z granatnika.
„Nie wiemy co z nim zrobić” mówi jeden z Margines, kiedy słychać huk niedalekich eksplozji i huk przelatujących samolotów.
„Ci faceci są zdeterminowani. Jeden mężczyzna może zatrzymać grupę żołnierzy” mówi kapitan Chris Chown, oficer Marines.
Obawia się, że jeśli to dłużej potrwa, Irakijczycy wygrają bitwę o opinię publiczną.
W walkach zginęło już ponad stu ludzi, dwustu zostało rannych, rozmiar walk nie pozwala znać dokładnej liczby.
Korespondent AFP widział dwóch rannych żołnierzy ewakuowanych ze strefy przemysłowej. Wcześniej pod drogowym mostem lekarze bez sukcesu próbowali uratować jednego Marines, kałuża krwi na asfalcie.
Obok pocisk moździerzowy wylądował na domu zabijając dziewczynkę.
Ludność Faludży żyje w stanie oblężenia od początku ofensywy amerykańskiej w miniony poniedziałek.
Armia amerykańska szuka odpowiedzialnych za atak na czterech ochroniarzy. „Jesteśmy tutaj by wyrwać miasto z rąk bandytów i położyć kres anarchii” mówi podpułkownik Byrne.