
Skąd wzięły się plotki jakoby rząd izraelski wiedział zawczasu o zamachach na Amerykę 11 wrzesnia? Oto niektóre szczegóły raportu amerykańskiego kontrwywiadu z roku 2001, który w marcu 2002 r. został przekazany Joint Terrorism Task Force – to jest utworzonej po 11 września specjalnej grupie śledczej, badającej jak doszło do spektakularnej tragedii w Stanach Zjednocznych.
11 WRZEŚNIA ZACZĄŁ SIĘ W HOLLYWOOD Piękne, uwodzicielskie dziewczyny, podsłuchy i tajne operacje... jaki będzie los tej hollywoodzkiej historii, która ilustruje bałagan w amerykańskiej administracji? PIERWSZE DONIESIENIA Zagadkowa sprawa masowej obecności fałszywych studentów sztuki wokół terrorystów szykujących zamachy na 11 września pojawiła się pierwszy raz w czteroczęściowym cyklu reportaży amerykańskiej telewizji Fox News, w programie “Carl Cameron Investigates” w grudniu zeszłego roku. Problem wywołała informacja o “szerokim śledztwie, utrzymywanym w tajemnicy” dotyczącym grupy stu kilkudziesięciu Izraelczyków udających studentów Uniwersytetu Jerozolimskiego i Akademii Sztuk Pięknych Betzalel, którzy bardzo intensywnie starali się kontaktować z licznymi funkcjonariuszami DEA (Drug Enforcement Administration - urząd do walki z narkotytkami, ta agenda ma dostęp do kartotek innych agend rządu USA), INS ( Immigration & Naturalization Service – urząd imigracyjny) i FBI. Studenci, pod pretekstem sprzedaży obrazów mieli penetrować bazy wojskowe i “dziesiątki budynków” DEA, FBI i innych agend. Instytucje te, jak i CIA oraz NSA, znały treść reportażu i nie miały zastrzeżeń wobec publikacji.

Znany dziennikarz opowiadał w nim o historii izraelskiego szpiegowania w Stanach, głównie jednak o znanych sprawach... jak afera wokół Jonathana Pollarda, który odsiaduje dożywocie za dostarczenie Mossadowi 10-tomowego podręcznika bazowego NSA (amerykańskiej agencji podsłuchu elektroniczno-telefonicznego o światowym zasięgu) czy śledztwa FBI sprzed trzech lat na temat izraelskiego podsłuchiwania Białego Domu i innych instytucji.

Jednak ten odcinek cyklu Camerona został oprotestowany i zdjęty z witryny internetowej stacji już po dwu dniach. Ambasada Izraela w Waszyngtonie natychmiast oświadczyła, że nie ma w nim “nic prawdziwego”, a dwie bardzo wpływowe organizacje żydowskie w Stanach – JINSA (Jewish Institute for National Security Affairs) i AIPAC (America-Israel Political Action Commitee) potępiły “machinację” Fox News. Od tej chwili stacja odmawia redakcjom i agencjom prasowym dostępu do telewizyjnej kopii reportażu.

Ze skryptu tekstowego, do którego jednak udało się dotrzeć wynika, że śledztwo Camerona skupiało się na dwóch aspektach. Pierwszy: czy Izraelczycy mogli wcześniej wiedzieć o zamachach 11 września ? Carl Cameron mówi, że jego źródła w administracji odpowiadają: “Główne pytanie powinno brzmieć: jak mogli nie wiedzieć?”. Wówczas na ekranie pojawia się redakcyjny szef Camerona: “Przecież niektóre raporty potwierdzają, że Mossad (wywiad zewnętrzny Izraela) wysłał do Stanów swoich reprezentantów przed 11 września by ostrzec przed zbliżającym się atakiem terrorystycznym dużego kalibru. To raczej nie znaczy, że nie było ostrzeżenia”. Odpowiedź Camerona: “Sprawa nie polega na braku ostrzeżenia, tylko braku użytecznych szczegółów” w porównaniu z tym o jaką wiedzę podejrzewają Izraelczyków służby amerykańskie.
|
Pytanie do Camerona: “ Czy są powody by wierzyć że rząd izraelski mógł być w to zamieszany?” Odpowiedź: “Nie, żadnego, ale wiem, że w tej sprawie prowadzi się tajne śledztwo”. I to tyle. Poszukiwania Camerona umarły śmiercią naturalną, bo brakowało jakiegokolwiek oficjalnego potwierdzenia jakoby Amerykanie faktycznie śledzili Izraelczyków przed 11 września. Sprawa wypłynęła dopiero miesiąc temu, po ujawnieniu jednego z raportów amerykańskiej grupy śledczej utworzonej w styczniu 2001 roku. Syntetyczny raport jest datowany w czerwcu 2001, dotarli do niego między innymi niego dziennikarze agencji Associated Press jak i francuski “Le Monde”.
RAPORT
“To są głupstwa, które nie wymagają żadnego komentarza” – w ten s posób zareagował na ujawnienie raportu rzecznik izraelskiego ministerstwa spraw zagranicznych Emmanuel Nachshon. Amerykańskie Federalne Biuro Śledcze (FBI, rzecznik William Carter) ograniczyło się do oficjalnego oświadczenia, że “nikogo w tej sprawie nie oskarżono o szpiegostwo”, a nieoficjalnie podało do gazet, że chodzi o “lipną historię”, która wyszła od autora raportu z urzędu do walki z narkotykami [DEA], pojedynczego urzędnika, który najprawdopodobniej chciał zrobić na złość szefowi. Grupa Izraelczyków została – tak jak często grupy innych narodowości - deportowana ze Stanów z powodu “problemów wizowych i podejmowania pracy bez zezwolenia”, a nie z powodu szpiegowania. Nie ma mowy o “tajnym” rozbiciu obcej siatki. Prawdą w tej historii ma być jedynie to, że prowadzono śledztwo i że ten pomylony raport jest autentyczny.
|
Raport wymienia 125 nazwisk Izraelczyków należących do domniemanej siatki szpiegowskiej działającej na wschodnim wybrzeżu, w Kalifornii, Teksasie i na Florydzie. Tylko trzy osoby miały przeterminowane wizy. Całość grupy miała być podzielona na ośmiu - dziesięcioosobowe “podgrupy”. Prawdopodobnie dysponowały szczegółowymi listami funkcjonariuszy niektórych amerykańskich agend (głównie DEA, FBI, Pentagon). Sprzedawcy obrazów zwykle mówili ewentualnemu kupcowi, że są poleceni przez kogoś mu znanego... wchodzili do prywatnych rezydencji bądź biur i przed wyjściem prosili o możliwość zadzwonienia. Współczesne metody podsłuchowe nie wymagają już pracy przy “łączeniu drucików”, otóż wystarczy zadzwonić pod odpowiedni numer żeby mieć telefon na podsłuchu, stąd podejrzenia.
Miasteczko Hollywood na Florydzie miało być centrum operacyjnym akcji... ogółem na Florydzie przebywało prawie pięćdziesięciu fałszywych studentów sztuki. Inni przylatywali regularnie do Miami z Hamburga w Niemczech tylko po to by tego samego dnia oblecieć jeszcze dwa inne miasta w Stanach.
Wśród izraelskich studentów byli oprócz programistów komputerowych, specjaliści od nasłuchu elektronicznego i nawet eksperci od środków wybuchowych. Sprzedając obrazy byli też nielegalnie zatrudnieni w izraelskich firmach wysokiej technologii jak Amdocs, Retalix czy Nice. Mieli zwykle do 30 lat, raport określa kobiety z grupy jako “bardzo atrakcyjne”. Wśród fałszywych artystów były też osoby bezpośrednio podlegające osobom bardzo wysoko postawionym w hierarchii izraelskiego wojska. Co najmniej część grupy była zaopatrywana w telefony komórkowe przez izraelskie konsulaty w Stanach.
W marcu 2001 roku, czyli już po dwóch miesiącach śledztwa amerykański kontrwywiad [NCIX – Office of National Counterintelligence Executive] ostrzegał agendy rządowe przed penetracją izraelskich studentów, których podejrzewał o związki z “bliskowschodnim terroryzmem”. Część podejrzanych wydalono przed 11 września , innych wkrótce po, niektórzy wcześniej siedzieli po dwa miesiące i dłużej, kilku prawdopodobnie jeszcze siedzi.
HOLLYWOOD
Hollywood na Florydzie nie ma nic wspólnego z kalifornijskim Hollywood, centrum amerykańskiego przemysłu filmowego, które zresztą w tym samym czasie produkowało film o dużym zamachu terrorystycznym ze Schwarzeneggerem w roli głównej (film nie został dopuszczony wcześniej do dystrybucji ze względu na atmosferę po prawdziwych zamachach). Hollywood na Florydzie to spokojne, małe miasteczko położone na północ od Miami, koło Fort Lauerdale. To właśnie tam mieszkał z kompanami domniemany przywódca 19-osobowej grupy przyszłych zamachowców Mohammed Atta. Egipcjanin Atta był wcześniej błyskotliwym studentem politechniki w Hamburgu (wzorowy stopień za pracę dyplomową na temat starej architektury jordańskiej), na Florydzie doskonalił sztukę latania dużymi samolotami pasażerskimi. We florydzkim Hollywood mieszkało 10 z 19 zamachowców. Wśród tej dziesiątki byli przywódcy czterech ekip, które miały później porwać samoloty.
Jeśli, jak utrzymuje FBI, śledztwo z zeszłego roku jest pomylone to znaczy, że amerykański kontrwywiad dosłownie o włos rozminął się z przyszłymi zamachowcami, bo zamiast na studentach arabskich, którzy uczą się pilotażu, skupili się na izraelskich studentach sprzedających obrazki, choć obie grupy mieszkały właściwie przez ścianę. Czy jest możliwe by w Hollywood arabskich zamachowców śledzili Izraelczycy, których z kolei śledzili nieprzytomni Amerykanie? Mimo, że oczywiście Izraelczycy z Hollywod nic nie musieli wiedzieć o swoich arabskich sąsiadach sprawa stała się łatwą pożywką zwolenników spiskowych teorii.
Problem “ostrzeżenia” przed zamachami był wcześniej co najwyżej obiektem plotek, których antysemickiego podłoża nie da się wykluczyć: mówiono o “tysiącach” osób wyznania żydowskiego, które 11 września miały ocalić życie nie idąc do pracy w nowojorskich wieżach. Owszem, znana izraelska gazeta Haaretz pisała po 11 września o ostrzeżeniu przed zamachami, które na dwie godziny przed tragedią (ok. szóstej rano czasu nowojorskiego) otrzymali w formie anonimowych wiadomości wysłanych z internetu pracownicy izraelskiej spółki Odigo zajmującej się oprogramowaniem poczty elektronicznej i chatów. Odigo miała biura w WTC, ale według dyrekcji przedsiębiorstwa ostrzeżenie nie wskazywało, że to będzie WTC. Dyrekcja dała do zrozumienia, że najprawdopodobniej chodziło o niesmaczny żart, który przypadkowo okazał się prawdziwy. Poza tym kierownictwo firmy nie chce niczego komentować.
Podobnie prozaiczne wytłumaczenie może dotyczyć problemu Hollywood: sprzedaż obrazów może być sposobem zarabiania na wakacje nawet absolwentów szkół wojskowych, a amerykańska administracja prowadziła śledztwa, które prowadziły donikąd, bo poszczególne agendy zbyt rywalizują ze sobą i panuje wśród nich spory bałagan. Tak losy śledztwa w sprawie Hollywood interpretował w marcu 2002 zakłopotany Washington Post.
|
BAŁAGAN
Z drugiej strony bałagan najwidoczniej trwa. Podczas gdy FBI bagatelizowało aferę domniemanej “siatki z Hollywood”, Departament Sprawiedliwości na początku marca 2002 ostrzegł wszystkich funkcjonariuszy przed dopuszczaniem do systemu informatycznego obcokrajowców jak też przed używaniem sprzętu informatycznego i telefonicznego sprzedawanego przez zagraniczne firmy. Alarm Departamentu odwołuje się do podobnego alarmu z lipca 2001 roku, podjętego w rezultacie śledztwa w sprawie izraelskich studentów. Przy okazji wyszło na jaw, że DEA (urząd antynarkotykowy, który jako pierwszy stał się celem sprzedawców obrazów) w roku 1997 zaopatrzył się w sprzęt podsłuchowy za sumę 25 milionów dolarów właśnie w izraelskich spółkach, tych samych, które zostały napiętnowane w pamiętnym raporcie. DEA, również w marcu b.r. przekazało wszystkie swoje ostatnie raporty “odpowiednim władzom”. Z oświadczeń rzeczników DEA wynika, że ta niezwykle delikatna sprawa została przekazana nie tylko nowojorskiemu Joint Terrorism Task Force, ale i innym agendom rządowym.
|
Prawdopodobnie nie chodzi jednak o INS (imigracja). W marcu 2002 urząd imigracyjny pocztą przysłał do szkoły pilotażu na Florydzie studencką wizę na nazwisko Mohammeda Atty, tego samego, który 11 września miał zginąć w zamachu na wieże Nowego Jorku. Urząd będzie zresztą mógł wkleić tę wizę do jego nienaruszonego paszportu odnalezionego przecież przed FBI prawdziwym cudem (który wywołał pewne wątpliwości prasy) na samej górze kupy gruzów po WTC. O gafie z wizą wypowiadał się wściekły prezydent Bush. Przecież mogłoby wyglądać na to, że amerykańską wizę można dostać bez problemu pod warunkiem, że bierze się udział w historii żywcem wziętej z Hollywood...
14 maja 2002
-----------------------
SUPLEMENT
|
Izraelska spółka Odigo potwierdza oficjalnie, że dwóch jej pracowników rzeczywiście zostało ostrzeżonych przed zamachami 11 września w Nowym Jorku.
Yuval Dror
Ha’aretz (dziennik izraelski), wtorek 17 sierpnia 2004
Izraelska spółka Odigo, specjalizująca się w komunikacji elektronicznej, poinformowała, że rzeczywiście dwaj jej nowojorscy pracownicy otrzymali ostrzeżenia na dwie godziny przed atakiem na bliźniacze wieżowce World Trade Center. Odigo poinformowała, że odtąd współpracuje ze służbami izraelskimi i amerykańskimi (głównie z FBI), aby odnaleźć osobę, która pierwotnie wysłała (przekazywane) ostrzeżenie.
Misha Macover, szef przedsiębiorstwa, dodał, że obaj pracownicy poinformowali o tym dyrekcję spółki natychmiast po ataku na WTC. Dyrekcja poinformowała wówczas izraelskie służby bezpieczeństwa, które z kolei natychmiast poinformowały o tym FBI.
“Nie mam zielonego pojęcia dlaczego to ostrzeżenie zostało wysłane do naszych pracowników, którzy w ogóle nie znali nadawcy. Mogło chodzić o kogoś kto po prostu zażartował, a żart okazał się przypadkowo proroczy. Nie wiem zresztą czy nasza informacja odegrała jakąkolwiek rolę w aresztowaniach przeprowadzonych przez FBI” – powiedział p. Macover.
Izraelska spółka Odigo ma swoją siedzibę w Nowym Jorku (przed 11 września w WTC) i biura w Hercliji (przedmieście Tel Avivu).
Użytkownicy komunikatora internetowego Odigo przy wysyłaniu wiadomości nie są ograniczeni do “listy kontaktów” – jak na przykład klienci ICQ, innego izraelskiego komunikatora.
Zazwyczaj Odigo ściśle chroni tożsamość swoich użytkowników, powiedział p. Macover, ale w tym przypadku przedsiębiorstwo postanowiło z własnej inicjatywy przekazać odpowiednim służbom adres internetowy nadawcy ostrzeżenia, tak by FBI mogła odnaleźć jego dostawcę Internetu i w efekcie go zidentyfikować.
Yuval Dror
_________________________________________________________________________________________________________
© Copyright 2005, Irak.pl




