Zbrodnie wojenne Izraela – wywiad.

 

 

z Philippem  Luxereau

Koordynatorem Amnesty International

w sprawach Izrael/Terytoria

rozmawia Celine Louail

 

- Dlaczego Amnesty Int. mówi o „zbrodniach wojennych” w odniesieniu do działań Izraela na terytoriach palestyńskich?

 

- Trzeba najpierw wiedzieć, że Izrael nie uznaje właściwości prawa międzynarodowego na terytoriach okupowanych ani czwartej Konwencji Genewskiej. Choć Izrael jest jedynym krajem na świecie, który ma takie stanowisko, społeczność międzynarodowa uznaje, że to jednak Izrael odpowiada za terytoria okupowane. Według czwartej Konwencji Genewskiej nieusprawiedliwione niszczenie domów i upraw stanowią jej poważne pogwałcenie, to jest zbrodnię wojenną. Ogłoszony dziś raport Amnesty  w tej sprawie zbiega się z palącą aktualnością wydarzeń w Refah, ale nasza organizacja od dawna potępiała  postępowanie władz izraelskich.

 

- Jak to się odbija na życiu Palestyńczyków?

 

- Właściwie ofiary wyburzania domów już i tak należą do najbiedniejszych. Nie zapominajmy, że na przykład Refah to obóz uchodźców. Od ponad trzech lat polityka wyburzeń i zniszczeń przybrała rozmiary apokaliptyczne. W Strefie Gazy i na Zachodnim Brzegu wysadzono bądź wyburzono ponad trzy tysiące domów. Tylko w ciągu pierwszych dwóch tygodni maja zrównano z ziemią sto dziewięćdziesiąt jeden domów.  Według ONZ około siedemnastu tysięcy osób są dziś bez dachu nad głową bądź są zupełnie pozbawione środków utrzymania z powodu tych wyburzeń. Mówimy o utracie środków utrzymania bo te wyburzenia dotyczą nie tylko domów.

 

Buldożery i środki wybuchowe niszczą zakłady pracy, zbiorniki przechowywania wody i systemy irygacyjne, w ciągu ostatnich dwóch lat wyrwały z korzeniami dwieście dwadzieścia sześć tysięcy drzew oliwnych i owocowych. Dla Palestyńczyków to olbrzymie straty. Tym bardziej, że rolnictwo stało się niezbędne do przeżycia w sytuacji nieustannej blokady. Palestyńczycy, którzy pracowali kiedyś w Izraelu siłą rzeczy skoncentrowali się na działalności lokalnej. Poza tym wyburzenia są często gwałtowne, przeprowadzane nocą, nawet bez ostrzeżenia. Trzeba wynieść się z mieszkania w dziesięć minut, więc w efekcie zostawić większość rzeczy. I czasem ludzie giną pod gruzami własnych domów.      

 

- Co można zrobić by zmienić tę sytuację?

 

- Ostatnio izraelski Sąd Najwyższy zezwolił wyburzać domy za granicą (tj. na terytoriach okupowanych). No i nie ma żadnej kontroli prawnej. Każdy dowódca wojskowy w Strefie Gazy może zdecydować o wyburzeniach i nikt nie ma prawa odwołania. Są też przypadki wyburzania palestyńskich domów wybudowanych bez pozwolenia władz okupacyjnych. Izrael prowadzi politykę odmowy zezwoleń na budowę na Zachodnim Brzegu [w tzw. strefie C]. Więc kiedy z konieczności Palestyńczycy zbudują jakieś mieszkanie jest ono z reguły wyburzane bądź wysadzane w powietrze.

 

Amnesty przedstawiła w opublikowanym dziś raporcie kilka propozycji. Do władz izraelskich zwracamy się o wstrzymanie wyburzeń, o przynajmniej taką nowelizację  prawa by uprzedzenie było obowiązkowe, o wstrzymanie dalszego rozszerzania kolonii żydowskich, które powstają często w miejscu wyburzeń domów palestyńskich. Do społeczności międzynarodowej wołamy o wywarcie nacisku na Izrael by respektował Konwencje Genewskie.

 

Ważne by organizacje pozarządowe alarmowały opinię publiczną. Bo choć region jest bardzo medialny i ciągle się o nim mówi znajomość życia codziennego  Palestyńczyków jest bardzo mała. Ci ludzie nie mają już jak żyć. Sytuacja jest gorzej niż poważna.

 

18/05/2004