Customer relations: Haifa Zangana says the US offered a box of chocolates to a family whose house had been demonlished by a tank
Feminizm w Iraku


Haifa Zangana


Cicho bądź, bo zawołam demokrację!


 



Amerykański departament Stanu przeznaczył 10 milionów dolarów na stworzenie “Inicjatywy kobiet irackich na rzecz demokracji”, to jest programu, który ma wciągnąć irackie kobiety do codziennego praktykowania demokracji. Podając do publicznej wiadomości, że “dostarczenie środków, odpowiedniego doświadczenia i informacji” jest konieczne by zachęcić kobiety do głosowania w wyborach, pominięto informację, że całość tych pieniędzy została przekazana organizacjom ściśle związanym z amerykańską administracją, np. dla Independent Women’s Forum kierowanym przez żonę wiceprezydenta Lynn Cheney.



Rząd Stanów Zjednoczonych raz jeszcze dowiódł swojej nieznajomości Irakijczyków, i szczególnie kobiet. Znaczący jest fakt uważania kobiet za ofiary społeczeństwa szczególnie zdominowanego przez mężczyzn. To obraz wygodny dla Koalicji, która przekonuje, że okupacja ma również na celu wyzwolenie kobiet. Ale rzeczywistość wygląda inaczej.





Od czasów imperium Osmańskiego kobiety irackie były zaangażowane w życie publiczne. W 1899 powstały pierwsze szkoły dla dziewcząt. W latach dwudziestych zeszłego wieku irackie kobiety walczyły z brytyjską okupacją, a około 1950 irackie partie polityczne uznały organizacje feministyczne… Kobiety stały się równoprawne z mężczyznami, co przez trzydzieści lat okupacji nie przyszło Brytyjczykom go głowy. Irak stał się przykładem kobiecej integracji: płace równe męskim, niezależność wobec mężów, dla każdej dostęp do edukacji… W latach dziewięćdziesiątych Irak był krajem arabskim o największej liczbie kobiet na ważnych stanowiskach w zakładach pracy.



Z pewnością tragedią dla kobiet było życie pod reżimem Saddama Hussajna. Co prawda liczne kobiety zajmowały wysokie stanowiska w administracji publicznej, ale praktycznie żadna nie protestowała przeciwko losowi przeznaczonemu dla sióstr, które opierały się ówczesnemu rządowi. To samo zjawisko zaczyna się właśnie powtarzać w “nowym demokratycznym Iraku”.






Po “wyzwoleniu” Tony Blair twierdził, że los kobiet stanowi nieodłączną część przyszłego Iraku. Sześć kobiet wyznaczono na stanowiska ministerialne w rządzie tymczasowym, ale nie zostały one wybrane przez naród. W ten sposób przepaść pomiędzy kobietami-członkiniami rządu Alawiego a kobietami irackimi ciągle się poszerza.







Kobiety w Iraku są teraz ofiarami bombardowań, upowszechnionej przemocy, świadkami szabrowania ich kraju przez Halliburtona* i spółkę. Halliburton interesuje się ropą, a kobiety – jak i mężczyźni – muszą stać w codziennych, co najmniej pięciogodzinnych kolejkach, by dostać trochę benzyny do rozpalenia w kuchni (gotowanie wody) czy do generatorów elektrycznych. W kraju, w którym bezrobocie sięga teraz niemal 70 procent, nepotyzm stał się prawdziwą specjalnością tymczasowego rządu.




Milczenie kobiet z rządu Alawiego jest ogłuszające. Śmierć ponad 100 tysięcy** irackich cywilów od początku okupacji (w tym większość kobiet i dzieci) to dotychczasowy koszt wprowadzania demokracji. W jaki sposób kondycja kobiet może wyjść z tego wzmocniona?







21 grudnia 2004 Tony Blair powiedział, że przemoc w Iraku nie zatrzyma się wraz z wyborami 30 stycznia 2005***, ale dodał, że droga do demokracji jest otwarta. Ciekawe czy on wie, że demokracja jest teraz słowem używanym przez irackie kobiety do strofowania dzieci? Kiedy dziecko marudzi odpowiadają: “cicho bądź, bo zawołam demokrację!”.



Haifa Zangana


(iracka pisarka i malarka)

skrót z “The Guardian” 22 grudnia 2004


tłum: Jerzy Szygiel









*Halliburton – koncern amerykański, największy beneficjent kontraktów na odbudowę Iraku, na którego czele stał Dick Cheney zanim został wiceprezydentem Stanów Zjednoczonych

** zob.

http://www.irak.pl/IrakLosKobietiDzieci12.2004.htm

http://www.irak.pl/Pustawolnoscirackichkobiet.html




***nie wiadomo ile kobiet kandydowało w wyborach z 30 stycznia 2005, gdyż ponad 90% kandydatów nie ujawniło nazwisk (głosowano na numery); prawo wyborcze napisane przez nowojorską kancelarię prawną Friedman zostało oparte na zasadzie glosowania według podziałów wyznaniowo-etnicznych, a nie politycznych (tj. w 275 osobowym parlamencie przeznaczono z góry 120 miejsc dla szyitów, 60 dla sunnitów, 55 dla Kurdów, 8 dla Turkmenów i 7 dla chrześcijan).

Iracka Centralna Komisja Wyborcza (siedmiu na dziewięciu członków tej komisji nie ujawniło nazwisk, płci, ani narodowości) ogłosiła w dniu wyborów frekwencję 72%, jednak wcześniej nie potrafiła podać liczby uprawnionych do głosowania. 24 stycznia minister rządu Alawiego Ayham al-Samarrai w wywiadzie dla The Independent powiedział, że “w żadnym wypadku” nie należy spodziewać się frekwencji wyższej niż 25%.

Na czas wyborów zamknięto granice kraju, obserwatorów zagranicznych nie było, oprócz wojsk okupacyjnych, które brały udział w kampanii wyborczej (wg. AP i AFP w styczniu podczas akcji pacyfikacyjnych we wsiach i miastach Iraku – wchodzenie do domów, poszukiwanie broni i aresztowania – żołnierze amerykańscy rozdawali ulotki wyborcze. W kraju panował chaos wojenny nie mniejszy niż przedtem, dodatkowo obowiązywał stan wyjątkowy. (j.s.)

 



www.peacewomen.org

 

www.irak.pl - Inicjatywa STOP WOJNIE