“Nadżaf jak Palestyna” – Moktada Al Sadr


Wywiad z Moktadą Al-Sadrem udzielony arabskiej telewizji Al-Dżazira 28 maja 2004 roku, opublikowany 9 sierpnia 2004. Rozmowę przeprowadził wydalony właśnie korespondent telewizji Al-Dżazira Youssef Chouli.

Program z cyklu: “Spotkanie dnia”.


Moktada Al-Sadr, przywódca Armii Mahdiego w Iraku mówi o życiu Irakijczyków, ruchu oporu i Mardżaji (radzie kleru szyickiego), o swoim stanowisku wobec polityki kolonialnej Stanów Zjednoczonych .

 

YC: Jesteśmy szczęśliwi, że mogliśmy zaprosić do naszego programu szyickiego przywódcę pana Moktadę Al. Sadra, osobę, która od wielu miesięcy przyciąga uwagę Irakijczyków z powodu swego oporu wobec sił okupacyjnych. Proszę powiedzieć jaki jest pański program polityczny?

MAS: W imię Boga, Łaskawego i Miłosiernego, biorąc pod uwagę trudne warunki w jakich żyjemy w Iraku myślę, że celem programu politycznego musi być niepodległość, suwerenne wyzwolenie ojczyzny i opór przeciwko kolonialnej dominacji na naszej ziemi, w naszym kraju, w naszych świętych miejscach.

YC: No tak, ale jak długo jesteście w stanie się opierać kiedy siły amerykańskie są gigantyczne a liczba waszych żołnierzy jest, jak widać, raczej skromna.

MAS: Po pierwsze, nasze środki nie są takie skromne jeśli chodzi o żołnierzy i ekwipunek i, jeśli Bóg pozwoli, nawet jeśli wróg wzmacnia swoje oddziały my będziemy opierać się wojnie krzyżowej z islamem do ostatniej kropli krwi, będziemy bronić świętej irackiej ziemi na jej północy, południu, wschodzie i zachodzie. I, jeśli Bóg pozwoli, wierni naszej religii, wypełnimy tę odpowiedzialność.

YC: Mówi się, że do waszego ruchu dołączają inne środowiska arabskie i sunnickie… to prawda, że walczą u waszego boku?

MAS: Nie potwierdzam i nie zaprzeczam. Święte miejsca należą do wszystkich mahometan i nie mają związku z narodowością czy nurtem islamu. Dotyczy to wszystkich, którzy decydują się ich bronić. Tak jest na przykład z Jerozolimą, która należy do wszystkich Arabów, do wszystkich muzułmanów i która musi być broniona przez wszystkich. Tak samo Irak jest dzisiaj ziemią świętą dla wszystkich i wszyscy Arabowie i muzułmanie muszą stanąć w jego obronie.

 

Różnice poglądów wśród duchownych szyickich

 

YC: Jeśli jednak chodzi o wspólną pozycję szyickich duchownych dowiadujemy się, że w Mardżaji istnieją różne frakcje, niektórzy zadowalają się obserwacją tego co dzieje się w Nadżafie i Karbali, a inni jasno wypowiedzieli się przeciwko panu. To prawda?

MAS: Nie o te sprzeczności chodzi w Mardżaji, różnimy się na temat środków działania. Mam swoją linię postępowania, a inni mają inne. Dzięki Bogu nasz cel jest wspólny: jesteśmy zdecydowani osiągnąć niepodległość, wyzwolić się i propagować dobro, odepchnąć moralną korupcję.

YC: No ale to nie znaczy, że nie ma różnic między panem i innymi członkami Mardżaji?

MAS: Bez względu na różnice wśród członków Mardżaji każdy uczciwy Irakijczyk będzie bronił interesów swojego kraju. Jestem gotów wyciągnąć rękę do każdego kto chce ratować mój naród, torturowany od lat.

YC: Jeśli chodzi o tortury na pańskim kraju, niektórzy uważają, że to pan odpowiada za ciężki los Nadżafu. Tak mówią Amerykanie, to prawda?

MAS: Trzeba rozróżniać między przeszłością a tym co dzieje się teraz, Irak przeżywa niezrównane cierpienie w swojej historii. Ta sytuacja jest konsekwencją kolonializmu. Muszą opuścić kraj, ale każą nam wierzyć, że jak tylko wyjadą zaraz zaczniemy wojnę domową co jest nieprawdą, ponieważ wszystkie orientacje polityczne i religijne Iraku są zjednoczone przeciw kolonializmowi.

YC: Więc zakończenie działań wojskowych wiąże pan z ewakuacją kolonialistów?

MAS: Działania wojenne są rezultatem istnienia kolonializmu, gdyby nie istniał nikt w moim mieście nie nosiłby broni, żeby strzelać do Irakijczyków. Nasza religia zabrania nam celować w braci, jedynym wrogiem są armie kolonialne.

YC: A co na to pan Al-Sistani (ajatollah Nadżafu)?

MAS: Ma bardzo pozytywne stanowisko. Wezwał wojska kolonialne do opuszczenia Nadżafu, świętych miejsc i Iraku, a Mardżaja domaga się wycofania oddziałów okupacyjnych. Widzi pan, że mamy te same cele. Al Sistani dał mi kilka rad i prawo do noszenia broni w Nadżafie, dla obrony świętego miejsca. Poszedłem za jego radami, ale nie możemy stać bezczynnie kiedy siły okupacyjne kontynuują swoje działania w mieście, szczególnie na grobie przywódcy wierzących Alego, którego tak szanujemy. Słuchamy wszystkich poleceń Mardżaji i sumiennie je wykonujemy.

YC: Spotkał się pan z panem Al-Sistanim?

MAS: Na razie nie, bo nie pozwala na to ani jego ani moja sytuacja. To żadne zaniedbanie z jego czy mojej strony. Jak tylko warunki pozwolą spotkamy się, jeśli Bóg pozwoli.

YC: No ale w tej dzielnicy mieszka pan o kilka metrów od siedziby Al-Sistaniego.

MAS: To prawda, chodzi o parę metrów, ale brak bezpieczeństwa nie pozwala na takie spotkanie. Może pan zresztą zadać mu to pytanie, zna odpowiedź lepiej ode mnie.

YC: Wielokrotnie pan zapewniał, że pozostaje do dyspozycji Mardżaji.

MAS: To ciągle prawda.

YC: Jest pan gotów wykonać o co poprosi?

MAS: Jestem gotów odpowiedzieć pozytywnie na wszystko o co się zwrócą. Rzeczywiście dali mi kilka rad, które zrealizowałem.

YC: Co do rad, siły kolonialne twierdzą, ze rozwiązanie jest dość proste: składa pan broń i rozwiązuje Armię Mahdiego. Co pan o tym myśli?

MAS: A ja im mówię żeby wyszli z Iraku i problem będzie rozwiązany. I wszyscy Irakijczycy, którzy są teraz w kraju, proszą by oddziały okupacyjne opuściły Irak. Problemem jest kolonializm. Żyję w Iraku od trzydziestu lat, nie stanowię problemu, problem pojawił się teraz jako skutek istnienia kolonializmu.

YC: Nie myśli pan, że Mardżaja woli wysłuchać Amerykanów i rozwiązać Armię Mahdiego?

MAS: Nie, odmówiła poruszenia tej kwestii. Zadeklarowała, słowo w słowo, że odmawia rozwiązania Armii Mahdiego bo chodzi o sprawę ogólniejszą, która wiąże się z islamem, więc kwestia rozwiązania Armii nie wchodzi w jej kompetencje.

YC: Według niektórych informacji mediów część tych, którzy walczą z siłami kolonialnymi popchnęła pana do tworzenia podziału w społeczności szyickiej… wiadomo, że większość członków Mardżaji wzywa do pokojowego oporu podczas gdy pan walczy zbrojnie.

MAS: Cały rok walczyłem środkami pokojowymi, mówiły o tym telewizje. I właściwie od dwóch miesięcy potwierdzam mój wybór pokojowego oporu, ale kiedy okupanci zaczęli sprawiać ból, naród iracki jest zobowiązany podjąć stanowcze decyzje, by chronić miejsc świętych oraz przywódców politycznych i duchowych. Wobec zbrojnych agresorów nie możemy uniknąć walki zbrojnej.

YC: Myśli pan, że wycofanie wojsk byłoby rozwiązaniem?

MAS: Oczywiście, wycofanie się kolonialistów znaczyłoby koniec kryzysu.

YC: Mówi pan o wycofaniu z Iraku czy ze świętych miast?

MAS: Na początek niech wyjdą ze świętych miast. Ale mówię panu, że dla mnie Irak, z południa na północ, ze wschodu na zachód, jest święty. Nasz jest ten kraj, nasze święte miejsca i nasza Mardżaja.

Zwrócić suwerenność

YC: Już niedługo, 30 czerwca, siły kolonialne oddadzą pełną władzę Irakijczykom?

MAS: Nie mogę przepowiadać przyszłości. Ale moim zdaniem polityka Stanów Zjednoczonych nie wskazuje żeby oni chcieli naszej suwerenności. A nawet jeśli to przejdzie będzie to rząd poddany administracji amerykańskiej, wypełniający wszystko czego ona zechce. W razie odmowy decyduje amerykańskie weto.

YC: A jeśli zażądają żeby wybierał pan między poddaniem Armii a pogwałceniem miasta i obiecają wycofać wojska okupacyjne? Co pan wybierze?

MAS: Jeśli wymagają, bym opuścił miasto mogliby równie dobrze wymagać od Palestyńczyków opuszczenia Palestyny. Otóż nie mogą jej opuścić bo to ich ziemia i tak samo jest u nas w Nadżafie.

YC: Kto właściwie odpowiada za to co się dzieje w Nadżafie? Niektórzy mówią, że spadek “turystyki religijnej” szkodzi zyskom, a powód to akcje zbrojne waszych oddziałów.

MAS: Ale jaki jest powód tych działań zbrojnych? Ten powód to oczywiście kolonialiści. Załatwmy korzenie problemu a wszystko będzie uratowane. I potwierdzam panu, że wycofanie wojsk okupacyjnych z Nadżafu rozwiąże Armię Mahdiego i zakończy działania zbrojne.

YC: Co się według pan teraz dzieje w Iraku? Dawni sojusznicy stają się wrogami a wrogowie sojusznikami?

MAS: To z powodu fałszywej polityki Stanów Zjednoczonych, które używają wszelkich środków podobnych do kija i marchewki. Jeśli o mnie chodzi kiedy widzę te wszystkie upokorzenia kobiet i mężczyzn w więzieniach zmieniam się w przeciwnika, w opór.

YC: Myśli pan, że ten kryzys końca maja 2004 (obrona Nadżafu) wzmocnił pańską popularność w Iraku i świecie arabskim?

MAS: Możemy powiedzieć, że manifestacje solidarności z narodem irackim w .świecie muzułmańskim i szczególnie w Libanie, Iranie, na Bahrajnie, w Pakistanie i w Indiach wzmocniły uczucia międzynarodowej, islamskiej solidarności. Myślę, że to ważny krok w procesie jednoczenia muzułmanów.

YC: Słyszeliśmy w świecie arabskim i muzułmańskim deklaracje poparcia dla pańskiego obozu, zaangażowanie do walki zbrojnej gdyby honor Nadżafu i Karbali nie został uszanowany. Czy to nie pan wpłynął na rozpowszechnianie tych deklaracji? Oczekuje pan ich od świata islamskiego? Czy nie zwraca się pan do swoich zagranicznych zwolenników o atakowanie interesów sił okupacyjnych?

MAS: Nie proszę o to, może sami to proponują? Muzułmanie w Iraku i gdzie indziej nie akceptują agresji przeciwko swojej ojczyźnie i swoim świętym miejscom.

Rozejm i opór

 

YC: Według niektórych źródeł jest w Iraku próba stworzenia ruchu szyickiego związanego ze Stanami Zjednoczonymi a pan właśnie rozbija ten sojusz.

MAS: No tak, są tacy, którzy myślą, że można wynieść korzyści z gry z okupantami, ale jeśli chodzi o mnie sprzeciwiam się przebywaniu sił kolonialnych w moim kraju. Uważam, że nasi przywódcy polityczni i duchowi stanowią uprawnioną władzę i jestem gotów im służyć jeśli walczą w interesie Iraku.

YC: Ale panie Moktada, po wydarzeniach w Karbali na przykład wasze wojsko musiało się wycofać, były liczne ofiary cywilne a siły okupacyjne i policja objęły kontrolę miasta, co znaczy, że przegraliście w Karbali, to się może powtórzyć w innych irackich miastach?

MAS: Pan myśli, że to była porażka, a ja wprost przeciwnie. Wypełniłem mój obowiązek i walczyłem o święte miasto, jednak Mardżaja wymyśliła inne rozwiązanie, złożenie broni, co wykonałem. Słyszałem, że objąłem kontrolę nad mauzoleum Alego bez pytania Mardżaji, ale to nieprawda. Może pan pójść do tych świętych miejsc żeby się przekonać, że jesteśmy w jednym obozie, na dobre i na złe.

YC: Potępił pan siły okupacyjne za zbombardowanie mauzoleum Alego, podczas gdy one wprost przeciwnie utrzymują, że to wasze oddziały je ostrzelały żeby podniecić opinię publiczną? Co pan powie na te zarzuty?

MAS: Przede wszystkim, nie mogę sobie wyobrazić, żeby USA przyznały się do zbombardowania miejsc świętych, boją się reakcji na całym świecie, przecież mamy dowody. Po pierwsze typ użytej broni, której my nie mamy i tylko Stany Zjednoczone ją posiadają. Po drugie bronimy mauzoleum, które jest naszym świętym miejscem i gdybyśmy chcieli uderzyć uderzylibyśmy wroga a nie nasze własne święte miejsce. To kłamstwo co mówią, to oni próbowali atakować mauzoleum.

YC: W ciągu ostatnich trzech dni mieliście olbrzymie straty w Nadżafie. Według naszych korespondentów Amerykanie nie stracili ani jednego żołnierza.

MAS: Oni nigdy nie uznają prawdy, to dla nas już zwycięstwo. Wszystko to, krew, którą pokazują, to tylko wstęp do wyzwolenia Iraku.

YC: Jak pańskim zdaniem miasto Nadżaf może wyjść z tego kryzysu?

MAS: Wycofanie obcych wojsk z naszych ziem jest celem całego narodu, i nawet więcej, celem opinii międzynarodowej, co podkreślają manifestacje w Iranie, Pakistanie i wielu innych krajach świata.

YC: A gdyby Stany Zjednoczone wycofały oskarżenie pana o morderstwo , a pan utrzymał spokój w Nadżafie i Karbali, zaakceptowałby pan takie warunki?

MAS: To nie ma nic wspólnego z tym czego chcemy od Stanów Zjednoczonych. Chcę niepodległości Iraku, tu nie chodzi o moją własną niepodległość.

YC: To prawda, że plotka o pańskiej próbie wejścia do ministerstwa obrony jest fałszywa?

MAS: Odmawiam wszelkiej propozycji posady ze strony okupantów, już nie raz odmawiałem.

YC: To znaczy, że odmówi pan nawet nowemu rządowi?

MAS: Taka sama odmowa dla aktualnego i przyszłego rządu.

YC: Więc sadryści nie interesują się polityką ?

MAS: Ja nie kontroluję nurtu “sadrystów” a każdy kto chce iść w kierunku politycznego uczestnictwa może to robić, to jego sprawa. Osobiście wcale nie jestem zainteresowany stanowiskami w administracji ani teraz ani w przyszłości.

YC: W takim razie mamy prawo zapytać kto kieruje nurtem “sadrystów”?

MAS: Oczywiście ja, moi sympatycy uważają, że powinienem pozostać poza stanowiskami w administracji czy rządzie. Reprezentujemy nurt ludowy, ale nie mam władzy nad ludem. Według mnie wola ludu jest ważniejsza niż sprawy posad i stanowisk.

YC: To dotyczy Armii Mahdiego? Stoi pan na jej czele?

MAS: Jestem dowódcą tej armii.

YC: W tym momencie?

MAS: Tak, tyle, że widzę tę sprawę pod kątem wiary w Mahdiego (Mesjasza). Uważam, ze nasza Armia to przede wszystkim pewien duch, moralność, a dopiero potem organizacja wojskowa. Ta armia będzie walczyć o wyzwolenie kraju, wierzę w udział Mahdiego.

YC: I teraz, w tym momencie to pan dowodzi oddziałami?

MAS: Ja czy kto inny pragnący odbudowy społeczeństwa.

YC: Ale słuchają pana?

MAS: Tak, uważają mnie za dowódcę, ale nie ja. Bronią mnie i muszę im nieskończenie podziękować za to co dla mnie robią , nigdy tego nie zapomnę, żywy i po mojej śmierci.

YC: Kończąc ten odcinek “Spotkań dnia” jesteśmy, panie i panowie, bardzo szczęśliwi, ze możemy podziękować naszemu gościowi Moktadzie Al. Sadrowi za otwarcie swego serca i umysłu. Pozdrawia państwo Youssef Chouili ze świętego miasta Nadżaf.

Al Dżazira News 2004

iraqresistance.net

tłum: Jerzy Szygiel

09.08.2004