MFW znowu ostrzega USA

(kwiecień 2004)

 

Wojna: jedyna alternatywa wobec kryzysu gospodarczego.

 

Deklaracje samozadowolenia administracji Busha, która ogłasza rekordową koniunkturę gospodarczą, nie mają nic wspólnego z faktami. W rzeczywistości bezrobocie rośnie, produkcja wewnętrzna spada a cała gospodarka nastawia się na utrzymanie z wojny. Dług zewnętrzny osiągnął poziom krytyczny – bez precedensu dla kraju uprzemysłowionego – i według MFW zagraża gospodarce światowej.

 

Specjalizacja przemysłów zbrojeniowych uniemożliwia powrót do ekonomii pokoju. Stany Zjednoczone stworzyły sytuację, w której przetrwanie gospodarki zależy od kontynuacji wojny.

 

W grudniu  2003 amerykański Departament Handlu ogłosił ostateczne szacunki wzrostu gospodarczego w USA: skok 8,2% w trzecim kwartale. Takiego wzrostu nie było od 19 lat. Prasa wyrażała satysfakcję z „powrotu wzrostu gospodarczego w Stanach”. Niektórzy analitycy wyrazili jednak dystans do tego entuzjazmu zwracając uwagę, że bezrobocie rośnie (z 4,0% w 2000 do 6,1% w 2003). Szybko podkreślono dwa najważniejsze fakty: ten wzrost wynika z zadłużania kraju  i przesunięcia wydatków z socjalnych na wojskowe. Amerykańska gospodarka jest teraz nastawiona na wojnę.

 

Wzrost na kredyt

 

Stany Zjednoczone finansowały swój wzrost zaciągając długi. W 2002 pierwszy deficyt budżetowy od 1997. Z 1,5% w 2002 dojdzie do ok. 4,2 % w 2004. Dla porównania granica paktu stabilności budżetowej strefy euro wynosi 3%.

 

Dług zewnętrzny z 3 600 miliardów dolarów (39% dochodu narodowego) w 2000 wzrósł do 6 500 miliardów (58,5% dochodu) w 2003. Niepokojące ekspertyza  nadeszła z Biura Budżetowego Kongresu: dług 14 000 miliardów za dziesięć lat. Według byłego sekretarza skarbu Paula O’Neila dług amerykański za pięćdziesiąt lat osiągnie poziom 44 000 miliardów.

 

Już w styczniu 2004 Międzynarodowy Fundusz Walutowy zorganizował konferencję prasową na temat polityki finansowej Stanów Zjednoczonych i jej konsekwencji dla gospodarki światowej. Organizacja, choć stworzona i nadzorowana przez USA, wystąpiła z ciężkimi oskarżeniami. Według MFW dług zewnętrzny Ameryki osiągnął poziom bezprecedensowy dla kraju przemysłowego. Powoduje to wzrost stóp procentowych i spowolnienie wzrostu reszty gospodarki światowej. 

 

Rabunek jedynym sposobem na dług

 

Obserwując szalony wzrost długu, który już poważnie przekracza możliwości spłaty, znany ekonomista Robert Freeman zastanawia się nad strategią gospodarczą administracji Busha. Według niego istnieje pięć możliwych strategii:

 

Pierwsza polega na podniesieniu podatków i spłacaniu należności. To jednak nie jest opcja rządu Busha. Druga polega na drukowaniu zielonych banknotów. Ale masowe posłużenie się tą metodą musiałoby spowodować szybką zapaść gospodarki.

 

Trzecia strategia, proponowana przez MFW krajom Trzeciego Świata, polega na sprywatyzowaniu dóbr narodowych i sprzedaniu ich za granicę. Można by pomyśleć, że  ta opcja wydaje się mało prawdopodobna. A jednak doprowadzając do potanienia dolara administracja Busha nie popiera wyłącznie eksportu: pozwala też przedsiębiorstwom zagranicznym kupować firmy amerykańskie.

 

Czwarta strategia polega na odmowie spłaty długu, tak jak zrobili bolszewicy po objęciu władzy w Rosji. Według Roberta Freemana to wyjście „jest dużo bliższe niż myśli większość Amerykanów”. Znacząca część deficytu dotyczy finansowania ubezpieczeń społecznych. Ich prywatyzacja ma być jednym z priorytetów Busha jeśli wygra wybory w 2004. 

 

Administracja Busha, najwyraźniej z premedytacją,  postawiła na piątą strategię.     

„W końcu pozostaje rabunek” – mówi Robert Freeman. „Kiedy poziom długu narodowego uniemożliwia zaspokojenie wierzycieli, szuka się innych źródeł bogactwa, jakichkolwiek źródeł.” Stany Zjednoczone nie napadły na Irak z powodu broni masowego rażenia, ani po to by wprowadzać tam demokrację. Celem była kontrola źródeł ropy, czy raczej kontrola międzynarodowego rynku ropy.

 

Wzrost związany z wydatkami wojskowymi

 

Fakty potwierdzają analizę Freemana: rząd Busha przeorientował gospodarkę USA na wojnę i podboje.

 

Administracja usprawiedliwiała wzrost deficytu koniecznością prowadzenia wojny z terroryzmem. To pozwoliło przenieść budżety ochrony socjalnej na  inwestycje wojenne. Wydatki na obronę wzrosły  z 3,1% dochodu w 2001 do 3,5% w 2003.

 

Ze wzrostu wydatków publicznych skorzystały prywatne firmy zbrojeniowe. Na przykład Northrop Grumman odnotował 57% wzrost sprzedaży między 2002 a 2003 zamieniając straty w zysk netto. Część zbrojeniowa Boeinga przyniosła wzrost zysku do 38%. Zyski Lockheeda Martina, światowego numer jeden zbrojeń, wzrosły o 23%, jego część lotnicza podniosła sprzedaż o 60%.

 

Ale, według Roberta Hollina, profesora ekonomii Uniwersytetu Massachusetts, wydatki na siłę roboczą i zbrojenia bezpośrednie są dość słabe w porównaniu z resztą. Lwia część pieniędzy popłynęła do Halliburtona, Bechtela i kilku innych prywatnych koncernów związanych z administracją Busha. 

 

Wzrost gospodarczy tak oklaskiwany przez niektórych analityków opiera się głównie na inwestycjach wojennych. W drugim kwartale 2003 (początek wojny w Iraku) około 60% wzrostu gospodarczego można przypisać  wydatkom wojskowym.

 

Od odmowy podpisania Traktatu z Ottawy o zakazie min przeciwpiechotnych po wojnę w Iraku, od  gigantycznego projektu „wojen gwiezdnych” po potencjalnie wieczną „wojnę z terroryzmem”: wszystko wskazuje na nową orientację gospodarczą Stanów Zjednoczonych: na wojny i podboje.

 

W ubiegłym wieku przestawienie gospodarki wojennej na gospodarkę pokojową było niezwykle trudne. Transformacja przemysłu pracującego dla wojska była długa i kosztowna. Dzisiaj poziom technologiczny broni i wąskie specjalizacje przemysłu ją uniemożliwiają. Droga  wybrana przez administrację Busha jest więc bezpowrotna. Wojna jest dla Stanów Zjednoczonych warunkiem przetrwania gospodarki.

 

 

R.V. 2004

(tłum: j.s.a)