
W obronie Michnika
Adam Michnik ogłosił w swojej Gazecie, że nie będzie protestował przeciwko stosowaniu w Iraku metod Saddama w odniesieniu do wolności prasy.
Pierwszy powód dla którego Michnik nie będzie protestował przeciwko zamykaniu biura Al Dżaziry w Bagdadzie tkwi, w tym, że ta stacja jest jak jakiś facet, który w kinie krzyczy “pali się” choć się nie pali. Jeśli w tej metaforze kino to Irak, to Michnik mówi, że w Iraku nic złego się nie dzieje, nie ma wojny, nie ma o co podnosić krzyku, nie ma co się tłoczyć. Wszyscy na miejsca, oglądajmy dalej w spokoju hollywoodzki film, krzykacza zamknąć.
W następnym zdaniu Michnik znowu ujawnia, że myśli, że w Iraku nie ma wojny, że tam jest ładnie: zamknięcie Al-Dżaziry to po prostu “obrona ładu publicznego”. Michnik broni aktualnego ładu społecznego w Iraku dlatego, że naprawdę nie wierzy w wojnę i woli oglądać film.
Ciekawe jest wykorzystywanie antyżydowskiej frazeologii. Arabskiej stacji zarzuca “wzywanie do mordu”… jakby chodziło o rytualny mord, ten sam “mord” wystąpił kiedy Michnik wyrzucał imama z Poznania. W odniesieniu do stacji stosuje antysemickie kalki jeszcze sprzed drugiej wojny światowej, jak z “Rycerza Niepokalanej”.
Potem Michnik pisze, że najbardziej zapamiętał “lekcję totalitarnej demagogii” Józefa Stalina i dorzuca, że Al Dżazira chciała odebrać wolność Irakijczykom i swoim telewidzom. Którzy powinni siedzieć w kinie i oglądać amerykański film, jak Michnik.
W obronie Michnika można powiedzieć, że po przejęciu wad swoich dawnych wrogów po prostu oszalał. Nie ma co się tłoczyć.