- były szef Agencji Wywiadu Zbigniew Siemiątkowski, odnosząc się do pogróżek pod adresem Polski i Bułgarii zamieszczonych 21 lipca w internecie.
Uwaga: słowo "terroryści" w poniższych informacjach agencyjnych nalezy czytać: "powstańcy iraccy". Zachowujemy oryginalną pisownię w celu przedstawienia m.in. tego rodzaju depesz, jako dokumentów na Trybunale Międzynarodowym - na sesji dotyczącej roli mediów w podżeganiu do wojny oraz szerzeniu kłamstw, propagandy i dezinformacji.
Wojciechowski: Wycofać polskich żołnierzy z Iraku
PAP, MD /2004-08-21 15:15:00 Polskie Stronnictwo Ludowe przeprowadzi wkrótce akcję zbierania podpisów pod żądaniem wycofania polskich żołnierzy z Iraku - zapowiedział prezes PSL Janusz Wojciechowski. Lider ludowców wierzy, że akcję poprą miliony Polaków.
![]()
Wojciechowski uczestniczył w obchodach Święta Czynu Chłopskiego, które odbyły się w Sanktuarium Bolesnej Królowej Polski w Kałkowie- Godowie (Świętokrzyskie).
"Publicznie zapowiadam w tym miejscu, w Sanktuarium Matki Boskiej Bolesnej - najlepszej patronki matek zatroskanych o swoich synów, że PSL upomni się o polskich żołnierzy, ginących niepotrzebnie na pustyni. Wkrótce przeprowadzimy akcję zbierania podpisów pod żądaniem wycofania polskich żołnierzy z Iraku" - oświadczył.
Nawiązując do słów "żywią i bronią" widniejących na sztandarach ludowców prezes PSL przypomniał, że w polskiej historii wielokrotnie chłop "osadzał kosę na sztorc, a zamiast pługa musiał wziąć do ręki karabin" aby bronić Ojczyzny. Chłopi walczyli w powstaniach narodowych, w wojnie 1920 roku oraz na wszystkich frontach II Wojny Światowej.
Według Wojciechowskiego wojna w Iraku nie służy polskim interesom, jest prowadzona w interesie Ameryki. "Żołnierze giną, narażają się każdego dnia, a Polska z tego żadnych korzyści nie odnosi. Nie pchajmy się w awantury, które nam nie służą" - powiedział.
"Odpowiedzią na polską miłość do Amerykanów są jednostronne wizy, pobieranie na lotniskach odcisków palców jak od przestępców , często podłe i nikczemne żarty z Polaków - słynne »polish jokes«. I dlatego wzywam prezydenta, premiera i wszystkie władze odpowiedzialne za politykę zagraniczną Rzeczypospolitej: wstańcie z kolan i prowadźcie politykę godną - i historii, i dzisiejszej siły wielkiego narodu jakim są Polacy" - oznajmił.
W sobotę w okolicy Hilli w Iraku jeden polski żołnierz zginął, a sześciu zostało rannych w wybuchu samochodu pułapki. Polacy ochraniali konwój wiozący zaopatrzenie baz Wielonarodowej Dywizji w Iraku. Żołnierz, który zginął w sobotę, jest 10. śmiertelną ofiarą z polskiego kontyngentu wojskowego w Iraku.
Polska baza w Iraku ostrzelana. Nie ma rannych
IAR, r 09-08-2004, ostatnia aktualizacja 09-08-2004 09:58
W nocy z niedzieli na poniedziałek zostały ostrzelane bazy Wielonarodowej Dywizji w Iraku. Nikt z polskich żołnierzy nie został ranny
Nieznani sprawcy ostrzelali pociskami moździerzowymi trzy bazy wielonarodowej dywizji. W bazie Delta, w której stacjonują Polacy i Ukraińcy, eksplodowały cztery pociski moździerzowe. W bazie Zulu podczas ataku moździerzowego jeden z pocisków eksplodował wewnątrz bazy, a drugi poza nią. Ostrzelany został również obóz Lima w Karbali, w którym znajduje się polski szpital wojskowy. Pociski eksplodowały poza terenem obozu. Sprawców ataku nie udało się ująć.
W Nadżafie w Iraku ponownie wybuchły ciężkie walki pomiędzy bojownikami szyickiego duchownego Muchtady al Sadra, a irackimi siłami bezpieczeństwa wspieranymi przez amerykańskie wojsko.
W centrum miasta doszło do wspieranego z powietrza ostrzału z broni artyleryjskiej i z czołgów. Bojwnicy Armii Mahdiego nadal zajmują pozycje w pobliżu świątyni Imama Alego oraz cmentarza w Nadżafie. W świętym mieście szyitów od rana słychać eksplozje i serie z broni maszynowej. Rozpoczęły się one po przelocie nad miastem amerykańskich śmigłowców.
W starciach do jakich dochodzi od kilku dni w prowincji i mieście Nadżaf zginęło -według amerykańskich źródeł - około 300 bojowników. Z powodu trwających od 5 dni walk mieszkańcy Nadżafu pozbawieni są prądu, wody pitnej, a także jedzenia. Zamknięte są wszystkie sklepy i targi. Część mieszkańców przeniosła się do innych miast, między innymi do Hilli. Uciekinierzy z Nadżafu mówią, że do walk dochodzi w różnych częściach miasta. Twierdzą, że w pobliżu świętych dla szyitów meczetów stoją amerykańskie czołgi.
Egzekucja amerykańskiego zakładnika była mistyfikacją (podobnie jak wcześniej Nicka Berga)
(AP, PAP, MD /2004-08-07 14:52:00) Nagranie wideo, przedstawiające ścięcie głowy pochodzącego z San Francisco amerykańskiego zakładnika w Iraku, było mistyfikacją - podała w sobotę po południu agencja Associated Press.
Mężczyzna, z którym skontaktowała się w sobotę AP powiedział agencji, że zainscenizował rzekomą egzekucję w domu swego przyjaciela, posługując się imitacją krwi. Przekazane wcześniej mediom nagranie wideo przedstawiało 22- letniego Benjamina Vanderforda z San Francisco siedzącego na krześle w ciemnym pokoju, ze związanymi do tyłu rękami. Na taśmie pokazano także rękę z nożem podrzynającym gardło znieruchomiałego mężczyzny. W przeciwieństwie do zdjęć z innych podobnych egzekucji, na filmie nie było natomiast widać żadnych bojowników ani innych ludzi.
Muktada al-Sadr chce rozmawiać - twierdzi jego doradca
(07.08.04) Bagdad, Nowy Jork (PAP) - Muktada al-Sadr, którego bojownicy z Armii Mahdiego walczą z siłami amerykańskimi w świętym mieście szyitów - Nadżafie, chce poprzez negocjacje doprowadzić do zakończenia krwawego konfliktu - powiedział w sobotę jeden ze współpracowników Sadra. Ali al-Jassiri wezwał na konferencji prasowej tymczasowy rząd Iraku, aby wziął na poważnie propozycję szyickiego duchownego ze względu na dużą liczbę cywilów zabitych w Nadżafie i rozprzestrzenianie się walk na Bagdad. "Drzwi (do negocjacji) są otwarte i takie pozostaną, bo rzeki krwi płyną w Nadżafie. To co widzimy jest łamaniem praw człowieka. Siły okupacyjne pożądają przemocy, a iraccy przedstawiciele władz przyjęli język (obalonego dyktatora) Saddama Husajna" - powiedział al-Jassiri. Od trzech dni dochodzi w Nadżafie do walk między sadrystami, a irackimi siłami bezpieczeństwa wspieranymi przez Amerykanów. Starcia doprowadziły do zerwania trwającego przez dwa miesiące rozejmu po rebelii zwolenników al-Sadra z kwietnia i maja. W sobotę wieczorem z propozycją pośredniczenia w zawarciu rozejmu wystąpiła ONZ. W oświadczeniu napisano, że sekretarz generalny organizacji Kofi Annan wzywa, aby siła była używana w konflikcie tylko jako środek ostateczny. "Należy podjąć każdy wysiłek, żeby doprowadzić do zawieszenia broni i pokojowego rozwiązania" - czytamy w komunikacie. W Nadżafie załamało się zaopatrzenie w prąd i wodę. Świadkowie informowali w sobotę o setkach mieszkańców historycznego centrum, uciekających pieszo i w samochodach z objętej walkami strefy. W innych częściach miasta przed nielicznymi otwartymi sklepami z żywnością i owocami ustawiały się długie kolejki. W sobotę żołnierze amerykańscy wyparli rebeliantów m.in. z cmentarza w Nadżafie, na którym poprzednio okopali się sadryści. Znaleziono tu wielkie ilości broni i amunicji, m.in. granatników przeciwpancernych, automatów Kałasznikowa i materiałów wybuchowych, porzuconych przez bojówkarzy al-Sadra.
Brytyjczycy nie wierzą w szyickie powstanie w Basrze
(PAP, JP /2004-08-07 15:31:00) Wojskowi brytyjscy nie wierzą w możliwość zbrojnego powstania zwolenników radykalnego przywódcy szyickiego Muktady al-Sadra w porcie Basra na południu Iraku, mimo toczących się zaciekłych walk w świętym mieście szyitów Nadżafie. "Myślę, że tym razem nie będzie wybuchu przemocy w Basrze, ponieważ miejscowa ludność jest temu przeciwna. Muktada al-Sadr nie cieszy się tu szerokim poparciem. Ma najwyżej 300 zwolenników na 1,4 mln mieszkańców miasta" - powiedział AFP dowódca sił brytyjskich w Basrze i Amarze, generał Andrew Kennett.
Brytyjski generał nie wyklucza wprawdzie wybuchu drobnych incydentów, z powodu sytuacji w Nadżafie, uważa jednak, że w Basrze "nie będzie wybuchu przemocy, gdyż miejscowi ludzi są już nią zmęczeni". Od czwartku w Basrze w incydentach z siłami brytyjskimi zginęło pięć osób a pięć zostało rannych, podczas gdy w Amarze jedna osoba poniosła śmierć a 17 doznało obrażeń. Według brytyjskiego dowódcy, Muktada al-Sadr usiłuje "zrobić sobie nazwisko, nie ma jednak jasnej wizji politycznej". "Jego organizacja nie wie, dokąd zmierza, pewne jest natomiast, że [al-Sadr] chce, aby jego nazwisko zostało wpisane do podręczników historii" - podkreślił Kennett. Zdaniem brytyjskiego generała, tymczasowy rząd iracki popełnił błąd, początkowo wykluczając Muktadę al-Sadra z planowanych w styczniu 2005 roku wyborów. "Trzeba było go włączyć i to, że tak od razu się nie stało, było błędem. Myślę jednak, że nawet jeśli dzisiaj odmawia on udziału w wyborach, na koniec zmieni zdanie" - powiedział gen. Kennett.
W stolicy Iraku Bagdadzie słychać było w nocy z piątku na sobotę silne eksplozje.
07.08.04 Bagdad (PAP) - Co najmniej jeden z pocisków, wystrzelony z moździerza lub granatnika, wybuchł niedaleko hoteli "Sheraton" i "Palestine", w których mieszka wielu dziennikarzy i biznesmenów.
Według arabskiej teelwizji satelitarnej Al-Dżazira, rebelianci ostrzelali około północy z moździerzy budynki trzech ministerstw - ropy naftowej, kultury oraz młodzieży i sportu.
Na razie brak doniesień o ofiarach w ludziach.
Nadżaf bez prądu i wody
(PAP, JP /2004-08-07 17:42:00) W sobotę w świętym mieście szyitów Nadżafie w dalszym ciągu toczyły cię ciężkie walki między zwolennikami radykalnego przywódcy szyickiego Muktady al-Sadra i irackimi siłami bezpieczeństwa wspieranymi przez oddziały USA. W mieście załamało się zaopatrzenie w prąd i wodę. Korespondent AFP pisał o setkach mieszkańców historycznego centrum, uciekających pieszo i w samochodach z objętej walkami strefy. W innych częściach miasta przed nielicznymi otwartymi sklepami z żywnością i owocami ustawiały się długie kolejki. W sobotę żołnierze amerykańscy wyparli rebeliantów m.in. z cmentarza w Nadżafie, na którym poprzednio okopali się sadryści. Znaleziono tu wielkie ilości broni i amunicji, m.in. granatników przeciwpancernych, automatów Kałasznikowa i materiałów wybuchowych, porzuconych przez bojówkarzy al-Sadra.
Według danych ogłoszonych w sobotę przez szpital w Nadżafie, w walkach ostatnich kilku dni w tym mieście zginęło 87 Irakijczyków, a 275 zostało rannych. Armia USA informowała nawet o 300 zabitych sadrystach z Armii Mahdiego, zaznaczając jednak, że są to dane szacunkowe. W sobotę w centrum Nadżafu w dalszym ciągu słychać było strzelaninę. Premier Ijad Alawi nie uznał jednak za konieczne ogłaszanie lokalnego stanu wyjątkowego. "Sytuacja jest pod kontrolą" - powiedział na sobotniej konferencji prasowej w Bagdadzie.
W poprzednich dniach doszło także do walk na szyickim przedmieściu Bagdadu Sadr City. Według ogłoszonych w sobotę danych irackiego Ministerstwa Zdrowia, zginęło tam 35 Irakijczyków, a 180 zostało rannych. W piątek w starciach w innych regionach Iraku poniosło śmierć trzech żołnierzy amerykańskich. Tymczasem postępowanie żołnierzy USA w Nadżafie zostało skrytykowane w sobotę jako "nieusprawiedliwione" przez czołowego polityka szyickiego, wiceprezydenta Iraku Ibrahima al-Dżafariego. "Myślę, że zabijanie obywateli irackich nie jest cywilizowaną drogą do zbudowania nowego Iraku" - powiedział w wywiadzie dla BBC.
Krwawe walki w Nadżafie: Ultimatum dla rebeliantów
(IAR, MD /2004-08-07 08:41:00) W prowincji i mieście Nadżaf już trzeci dzień trwają walki pomiędzy zwolennikami szyickiego radykała Muktady as-Sadra, a siłami koalicji. Walki toczą się, między innymi, w pobliżu świętego dla Szyitów miejsca - meczetu Allego.
![]()
Wczoraj amerykańska armia rozpoczęła zakrojoną na szeroką skalę akcję przeciwko irackim rebeliantom. Wieczorem, gubernator prowincji Nadżaf postawił Sadrystom ultimamtum. Zgodnie z nim, jeśli bojówkarze w ciągu 24 godzin nie opuszczą miasta, zostaną zabici. Ultimatum to mija dziś wieczorem.
W nocy z lądowiska Obozu Babilon startowały amerykańskie śmigłowce ewakuacji medycznej. Służby prasowe dywizji informują, że w nocnej operacji w Nadżafie nie brały udziału polskie śmigłowce.
Nie wiadomo, jak akcja zostanie odebrana przez Irakijczyków, gdyż w takich walkach w mieście ginie coraz więcej cywilnych osób. Rzecznik amerykańskich sił poinformował wczoraj, że od czwartku do wczorajszego popołudnia w samym tylko Nadżafie zginęło około 300 Irakijczyków.
W walkach, do jakich wczoraj doszło w Bagdadzie i prowincji Nadżaf zginęło 3 żołnierzy amerykańskich. Liczbę ofiar potwierdziło dziś amerykańskie dowództwo. Tymczasem eksplozje nocą i nad ranem wstrząsnęły także stolicą Iraku. Jeden z pocisków moździerzowych eksplodował w pobliżu hoteli "Palestyna" i "Sheraton", w których mieszkają zagraniczni biznesmeni i dziennikarze. Telewizja al-Dzazira poinformowała także, że około północy z moździerzy ostrzelano trzy ministerstwa - do spraw ropy, kultury oraz do spraw młodzieży i sportu.
Amerykanie zapowiadają, że walki będą trwały tak długo, aż Sadryści wycofają się z miasta.
Krwawe walki w Nadżafie: Kilkuset zabitych
Siły USA oszacowały w piątek po południu, że w walkach w Nadżafie na południu Iraku zginęło od czwartku około 300 Irakijczyków. Amerykańskie władze wojskowe poinformowały również, że w Nadżafie zginęli dwaj żołnierze piechoty morskiej USA.
(PAP, JP /2004-08-06 16:14:00 ) Siły amerykańskie walczą drugi dzień w Nadżafie z milicją radykalnego duchownego szyickiego Muktady al-Sadra - Armią Mahdiego. Rzecznik al-Sadra oświadczył, że w starciach z Amerykanami zginęło od czwartku 36 bojowników Armii Mahdiego.
Amerykańskie lotnictwo przeprowadziło rano serię nalotów na cele w Nadżafie. Do centrum miasta skierowano też kolumnę amerykańskich czołgów.
Według informacji francuskiej agencji AFP, sadryści otworzyli ogień do czołgów. Część doniesień agencyjnych mówi o intensywnych walkach na ulicach miasta.
Wojskowe śmigłowce USA bombardowały od rana pociskami rakietowymi przede wszystkim cmentarz muzułmański w Nadżafie, gdzie schronili się sadryści, a także samo centrum miasta. Cmentarz znajduje się tuż obok jednej z głównych świątyń szyitów - meczetu Imama Alego. Agencja Associated Press informuje o kłębach dymu, unoszących się nad meczetem i cmentarzem.
Według AFP, rano cały Nadżaf pozbawiony był dostaw prądu i wody - nie działała także łączność telefoniczna.
Gubernator prowincji Nadżaf postawił milicji radykalnego duchownego szyickiego Muktady al-Sadra ultimatum: w ciągu 24 godzin muszą opuścić miasto Nadżaf, w przeciwnym razie czeka ich śmierć.
"Operacje militarne będą kontynuowane co najmniej do czasu, aż Armia Mahdiego (szyicka milicja al-Sadra) nie opuści prowincji i daję im na to 24 godziny od momentu wydania tej deklaracji" - powiedział dziennikarzom gubernator Adnan al-Zorfi zaznaczając, że "nie będzie kompromisu w sprawie nowego rozejmu".
"Rz": Kolejna wpadka polskiego wywiadu wojskowego
http://info.onet.pl/960781,11,item.html
Rzeczpospolita, MFi /2004-08-06 06:30:00 "Rzeczpospolita": Po raz kolejny sensacyjny sukces polskiego wywiadu wojskowego może zamienić się w druzgocącą porażkę.
Dowództwo sił koalicyjnych w Bagdadzie ujawniło wyniki testów, które pokazują, że jedynie dwie z 18 rakiet, które polscy żołnierze znaleźli przed miesiącem w Iraku zawierają gaz bojowy. Zdaniem amerykańskich ekspertów, nawet one nie stanowiłyby zagrożenia, gdyby wpadły w ręce rebeliantów - ujawnia "Rzeczpospolita". Wcześniej szefowie MON i WSI chwalili się, że kilkanaście rakiet, które Polacy kupili za amerykańskie pieniądze, zagrażało życiu Irakijczyków i żołnierzy koalicji.
O tym, że znalezione przez Polaków głowice z gazem bojowym są niesprawne i nie stanowią większego zagrożenia, już 2 lipca poinformowały agencje DPA i AP. Rzeczniczka Wojskowych Służb Informacyjnych twierdziła jednak, że żadne z dowództw amerykańskich nie wydało tego typu oświadczenia.
Tymczasem, jak informuje "Rzeczpospolita", amerykańscy eksperci ustalili, że "pociski te miałyby, ze względu na ich zły stan i niewielką ilość pozostałych środków chemicznych, ograniczony lub żaden efekt w przypadku użycia przez rebeliantów przeciwko wojskom koalicyjnym". Biuro prasowe podaje też, że 16 innych pocisków znalezionych między 23 i 26 czerwca "było pustych, a testy nie potwierdziły obecności żadnych środków chemicznych".
W Sztabie Generalnym nie chciano komentować naszej informacji. - Po 15 sierpnia planujemy w tej sprawie konferencję prasową - poinformował nas ppłk Krzysztof Łaszkiewicz z biura prasowego sztabu. A w MON powiedziano nam, że do tej pory do resortu nie dotarł amerykański raport.
Sprawa przypomina historię słynnych pocisków roland - przypomina "Rzeczpospolita". Więcej na ten temat w artykule "Kompromitacja zamiast sukcesu".
Lapsus George'a Busha. Wielka gafa prezydenta USA
PAP/TVN24, MFi /2004-08-06 08:19:00
Prezydent George W. Bush podpisał w czwartek ustawę o budżecie obronnym, w którym zawarto m.in. dodatkowe wydatki na wojnę w Iraku i Afganistanie w wysokości 25 miliardów dolarów.
W podpisanym budżecie Pentagonu wartości 417,5 miliarda dolarów znalazły się także fundusze na podwyżkę płac dla żołnierzy o 3,5 procenta oraz 10 mld dolarów na kontynuowanie prac nad systemem krajowej obrony antyrakietowej.
Ogłaszając podpisanie budżetu na obronę kraju, prezydent USA ogłosił: "Nasi wrogowie są bardzo nowocześni i pomysłowi. I my także. Nigdy nie przestają myśleć, w jaki sposób skrzywdzić nasz kraj i naród. Ale i my też".
Zgromadzeni na sali wysocy rangą wojskowi dowódcy nie zareagowali - podało radio RMF FM. Rzecznik Białego Domu tłumaczył później, że przejęzyczenia każdemu się zdarzają. Dodał, że dla Amerykanów przesłanie było jasne i czytelne, podobnie jak dla terrorystów.
W podpisanym budżecie zawarto także 95 milionów dolarów na pomoc humanitarną w Sudanie. Bush wezwał do zaprzestania przemocy w tym kraju.
Starcia w Nadżafie, dżihad w Basrze
(IAR, 2004-08-05 21:01:00) W Nadżafie w polskiej strefie stabilizacyjnej wielonarodowej dywizji Centrum-Południe wybuchły zamieszki wywołane przez zwolenników radykalnego szyickiego duchownego Muktady as-Sadra.
Doradca wojskowy szefa wielonarodowej dywizji w Iraku, pułkownik Wojciech Stepek poinformował, że około 200 osób zaatakowała komendę główną policji w Nadżafie. Starcie było na tyle silne, że gubernator prowincji wystąpił do dowódcy sił amerykanskich stacjonujących w pobliżu o przysłanie posiłków. W drodze na miejsce pododdział sił amerykańskich dostał się pod ogień. Kilku żołnierzy amerykańskich zostało rannych. Podczas walk doszło również do zestrzelenia amerykańskigo śmigłowca. Dwóch znajdujących się na jego pokładzie żołnierzy zostało rannych. Popołudniu sytuacja w Nadżafie uspokoiła się. Jednak - jak poinformował pułkownik Stepek - nadal jest napięta. W operacji ewakuacji rannych wzięły udział polskie śmigłowce ratownictwa medycznego. Do amerykańskiego szpitala w Obozie Babilon przetransportowanych zostało 8 żołnierzy z ranami postrzałowymi i potłuczeniami. Źródła medyczne twierdzą, że ich stan jest stabilny. Zostali oni przetransportowani następnie do szpitala wojskowego w Bagdadzie. Tymczasem w położonej w brytyjskiej strefie odpowiedzialności Basrze partyzanci radykalnego irackiego przywódcy ogłosili świętą wojnę - dzihad - przeciwko stacjonującym w Basrze siłom brytyjskim i wogóle siłom zagranicznym w Iraku. Zdaniem pułkownika Stepka jest to manifestacja w celu zdobycia większych wpływów politycznych w Iraku, co ma zwiazek z konferencją międzynarodową, która ma sie odbyć 15-go sierpnia.
Mieszkańcy Faludży informują o amerykańskim nalocie
29.07.04 Faludża (PAP) - Mieszkańcy Faludży, na zachodzie Iraku, poinformowali w czwartek o amerykańskim nalocie, w następstwie którego został uszkodzony budynek.
Na razie brak informacji o ewentualnych ofiarach.
Przed nalotem amerykańskie siły starły się z irackimi partyzantami na obrzeżach miasta.
W minionych miesiącach amerykańskie siły wielokrotnie dokonywały nalotów na budynki w Faludży będące domniemanymi siedzibami bojowników powiązanych z jordańskim terrorystą Abu Musabem al-Zarkawim.
Po gwałtownych walkach w kwietniu, w których zginęły setki Irakijczyków, siły amerykańskie wycofały się z Faludży, przekazując kontrolę nad bezpieczeństwem w mieście brygadzie irackiej.
Krytycy tego posunięcia uważają, że przez to Faludża stała się rajem dla buntowników i miastem pod kontrolą irackich partyzantów.
Irak: Zginął polski żołnierz
Ponad 40 zabitych w akcji przeciwko rebeliantom koło Suwajry
28.07.04 Obóz Babilon (PAP) - Siedmiu zabitych po stronie irackich sił bezpieczeństwa i 35 zabitych rebeliantów - to wynik środowej porannej akcji przeciwko rebeliantom w rejonie Suwajry, z udziałem sił specjalnych USA i brygady pod ukraińskim dowództwem. W akcji brali też udział Polacy.
Operacja sił specjalnych USA i ukraińskiego kontyngentu wojskowego była wcześniej zaplanowana.
"W jej wyniku doszło do wymiany ognia z grupą kilkudziesięciu rebeliantów. W starciu zginęło 35 z nich, a 40 zostało zatrzymanych. Spośród irackich funkcjonariuszy sił bezpieczeństwa 7 zostało zabitych, a 10 odniosło rany" - przekazał PAP rzecznik Wielonarodowej Dywizji Centrum-Południe ppłk Artur Domański.
Dodał, że nikt z żołnierzy dywizji nie został ranny. Biorący udział w akcji Polacy wykonali loty rozpoznawcze śmigłowcami.
Jak wynika z informacji przekazanych dziennikarzom po południu przez ppłk. Domańskiego, rozbita grupa rebeliantów była podejrzewana o organizowanie ataków terrorystycznych na siły koalicyjne.
Sytuacja w okolicy Suwajry, na południe od Bagdadu, jest już stabilna. Rejon jest patrolowany z ziemi i powietrza.
O akcji mówił w Obozie Babilon dowódca Wielonarodowej Dywizji Centrum Południe gen. dyw. Andrzej Ekiert.
"Kilka dni temu otrzymaliśmy informację, że w rejonie na północ od Suwajry jest grupa około 40 rebeliantów, którzy przeszli z terenu Iranu. Dzisiejszej nocy, a w zasadzie rano, siły policji irackiej, Gwardii Narodowej, wspierane na dalekim kordonie przez oddziały ukraińskie i siły specjalne armii Stanów Zjednoczonych, rozpoczęły akcję poszukiwawczą. Wywiązała się wymiana ognia i w związku z tym straty były zarówno po stronie irackiej, jak i rebeliantów" - poinformował dziennikarzy generał.
Dodał, że boleje nad stratami irackich policjantów i żołnierzy Gwardii Narodowej.
"Rejon północnej Suwajry jest dla nas trochę takim +trójkątem bermudzkim+. Tam dochodzi do wielu incydentów. To właśnie w tamtym rejonie noc po nocy atakowano granatami moździerzowymi obóz naszych kolegów ukraińskich, a więc musimy zneutralizować ten rejon. Mamy podstawy sądzić, że w tamtym rejonie kumuluje się także przemyt, więc musimy temu przeciwdziałać" - podkreślił generał.
"To jest Irak, ta wojna właśnie tak wygląda" - podsumował dowódca.
Tomasz Sosnowski
Walki w Ramadi: uszkodzone dwa samoloty USA, 11 żołnierzy rannych; dwóch żołnierzy koalicji zabitych
28.07.04 Bagdad (PAP) - Dwa amerykańskie samoloty zostały uszkodzone, a 11 żołnierzy USA rannych w trakcie zaciekłych walk w środę w Ramadi, na zachód od Bagdadu - podała anonimowo rzeczniczka wojsk USA.
Według jej informacji, amerykańskie bazy w Ramadi stały się celem wrogich ataków w środę po południu, 10 żołnierzy odniosło rany. Stan ich zdrowia nie jest na razie znany. W starciach zginął jeden iracki rebeliant, a drugi został ranny.
Nieco później powstańcy iraccy zaatakowali dwa amerykańskie samoloty, uszkadzając obie maszyny i raniąc pilota. Maszyny nie wpadły w ręce wroga.
Rzeczniczka odmówiła podania, jakiego typu są to samoloty.
Associated Press dodaje, że amerykańskie śmigłowce rutynowo patrolują Ramadi, Faludżę i inne miasta w tzw. trójkącie sunnickim, na zachód od Bagdadu, gdzie utrzymuje się silna opozycja wobec obecności w Iraku sił wielonarodowych pod amerykańskim dowództwem.
28.07.04 Bagdad (PAP) - Iraccy rebelianci zabili dwóch żołnierzy sił koalicyjnych w trakcie środowych walk w niespokojnej irackiej prowincji Anbar - poinformowała wieczorem koalicja. Powstańcy atakowali wojska wielonarodowe w kilku punktach zachodniego Iraku.
Rzecznik wojskowy koalicji odmówił podania narodowości zabitych żołnierzy. Reuter dodaje, że większość wojsk w regionie to amerykańscy marines.
Ponadto nieprzyjacielski ogień zmusił dwa amerykańskie samoloty do przymusowego lądowania w tej samej prowincji.
Wcześniej anonimowa rzeczniczka wojsk USA, cytowana przez Associated Press, podała, że dwa amerykańskie samoloty zostały uszkodzone, a 11 żołnierzy USA rannych w trakcie zaciekłych walk w środę w Ramadi, właśnie w prowincji Anbar.
Według jej informacji, amerykańskie bazy w Ramadi stały się celem wrogich ataków w środę po południu, 10 żołnierzy odniosło rany. W starciach miał zginąć jeden iracki rebeliant.
Ta sama rzeczniczka podała również, że powstańcy zaatakowali dwa amerykańskie samoloty, uszkadzając obie maszyny i raniąc pilota. Maszyny nie wpadły w ręce wroga. Odmówiła podania, jakiego typu są to samoloty.
Associated Press dodała, że amerykańskie śmigłowce rutynowo patrolują Ramadi, Faludżę i inne miasta w tzw. trójkącie sunnickim, na zachód od Bagdadu, gdzie utrzymuje się silna opozycja wobec obecności w Iraku sił wielonarodowych pod amerykańskim dowództwem.
Islamscy terroryści grożą Polsce i Bułgarii, przetrzymują sześciu cudzoziemców
21.07.04 Bagdad (PAP) - Nieznane dotąd ugrupowanie islamskie zażądało w środę od Polski i Bułgarii wycofania swoich wojsk z Iraku pod groźbą ataków.
Wieczorem inna islamska grupa zagroziła ścięciem sześciu pojmanych przez siebie zagranicznych kierowców ciężarówek, jeśli ich kraje i firmy nie wycofają się natychmiast z Iraku.
W Iraku doszło do kolejnych ataków, zanotowano kolejne ofiary. Premier Alawi zapewnia, że ataków jest coraz mniej.
W Kairze Irak zażądał od swych sąsiadów tajnych informacji w celu blokowania infiltracji terrorystów.
Nieznane dotąd ugrupowanie zażądało w środę od Polski i Bułgarii wycofania swoich wojsk z Iraku pod groźbą ataków - podały światowe agencje. Przesłanie zostało zamieszczone na jednej z islamskich stron internetowych. W przesłaniu są słowa skierowane bezpośrednio do premiera Marka Belki: "Wycofaj swoje najeźdźcze wojska z Iraku albo usłyszysz odgłosy eksplozji, które wstrząsną twoim krajem, kiedy tylko zechcemy".
Ugrupowanie podpisane pod tekstem nosi nazwę Islamska Grupa Tawhid albo Grupa Islamski Tawhid (Tawhid to "Jedność" albo "Zjednoczenie") i określa się jako "Al-Kaida w Europie". Wszystkie agencje zgodnie piszą, że autentyczność ugrupowania ani jego pogróżek nie może być potwierdzona. Nie sposób też zweryfikować, czy ugrupowanie rzeczywiście - jak samo twierdzi - stanowi europejski odłam Al-Kaidy.
Polskie władze uspokajają, że w Polsce nie ma bezpośrednich powodów do niepokoju związanego z ewentualnością zamachu terrorystycznego. Groźby ataku, czy to w Polsce, czy za granicą, ale skierowanego przeciwko obywatelom polskim, traktujemy bardzo poważnie - zapewnił Marek Belka. Dodał, że Polska nie rozważa możliwości wycofania wojsk z Iraku.
Bułgaria nie ugnie się pod naciskiem terrorystów - zapowiedział w środę prezydent Georgi Pyrwanow. "Uleganie terrorystom prowokowałoby nowe ataki terrorystyczne i eskalację żądań" - ocenił.
Irackie ugrupowanie zbrojne o nazwie "Chorążowie Czarnego Sztandaru" zagroziło w środę wieczorem ścięciem sześciu schwytanych przez siebie zagranicznych kierowców ciężarówek, jeśli ich kraje i firmy nie wycofają się natychmiast z Iraku. Zakładnikami są: dwaj Kenijczycy, trzej Indusi oraz Egipcjanin.
"Ostrzegaliśmy wszystkie państwa, firmy, biznesmenów i kierowców ciężarówek, którzy współdziałają z amerykańskimi kowbojskimi okupantami, że staną się celem dla ognia mudżahedinów. Pojawiają się wciąż na nowo, przewożąc towary, broń i sprzęt wojskowy, który wspiera armię amerykańską" - głosi przesłane agencji AP oświadczenie.
W środę w Bagdadzie wskutek dwóch wybuchów śmierć poniosło sześć osób: dwie zginęły, gdy pocisk trafił w siódme piętro szpitala, cztery - kiedy eksplodował samochód-pułapka. Amerykański śmigłowiec został zestrzelony w zachodnim Iraku -zginęło trzech członków załogi. W wyniku eksplozji podłożonego przy drodze ładunku wybuchowego na północ od Bagdadu zginął amerykański żołnierz.
Zdaniem irackiego premiera Ijada Alawiego, irackie służby bezpieczeństwa coraz skuteczniej powstrzymują ataki rebeliantów. "Ostatnio liczba zamachów zaczęła spadać. Prawdą jest, że stają się one coraz brutalniejsze, ale ich liczba stopniowo się zmniejsza" - powiedział Alawi w wywiadzie dla jordańskiej telewizji. Przyznał jednak, że walki z bojownikami islamskimi i pozostałościami reżimu Saddama są "dalekie od zakończenia".
W Kairze spotkali się w środę ministrowie spraw zagranicznych państw sąsiadujących z Irakiem, by rozmawiać o bezpieczeństwie w tym kraju po przejęciu władzy przez Irakijczyków z końcem czerwca. Szef irackiej dyplomacji Hosziar Zebari zażądał od sąsiadów wymiany informacji wywiadowczych, aby w ten sposób zapobiegać infiltracji terrorystów i przemytowi broni.
Treść internetowego listu od terrorystów do Bułgarii i Polski Paweł Lewicki/Arabia.pl, 2004-08-04 10:39:19
Tłumaczenie listu umieszczonego 21 lipca 2004 r. na stronie internetowej Muzułmańskiego Forum al-Ansar. Ten krótki tekst, firmowany rzekomo przez nieznane dotąd Muzułmańskie Ugrupowanie at-Tawhid, ukazał się na jednej z grup dyskusyjnych i wywołał niebywałe zamieszanie zarówno w Bułgarii, jak i w Polsce. Organizacja ta uważa się za europejskie skrzydło Al-Kaidy. Oryginalną wersję arabską listu można wciąż przeczytać na http://www.ansarnet.ws/vb/showthread.php?t=11989 Polski dotyczy jedynie ostatni akapit.
List do Bułgarii od Muzułmańskiego Ugrupowania at-Tawhid
W imię Boga miłosiernego i litościwego, Muzułmańskie Ugrupowanie at-Tawhid Organizacja al-Qaidy (Europa)
List pierwszy: (…odwołanie do Boga…) Ten list od Ugrupowania Muzułmańskiego at-Tawhid skierowany jest do bułgarskiego rządu krzyżowców (porównanie do wojen krzyżowych toczonych przeciwko muzułmanom – przyp. tłum.), wspierającego Amerykanów. Do narodu bułgarskiego: Żądamy po raz ostatni wycofania bułgarskich sił z Iraku. W przypadku braku reakcji przysięgamy: “Zamienimy Bułgarię w kałuże krwi (…odwołanie do religii…). Do narodu bułgarskiego: żądajcie od waszego rządu opuszczenia Iraku, w przeciwnym razie przemówi język krwi, tak jak się to stało w Hiszpanii, Nowym Jorku i Waszyngtonie. Nie będziemy stać bezczynnie, bo przybyliście do naszego kraju z chciwością, a nie żeby pomagać w celach stabilizacji. A jeśli byście chcieli pozostać, zaatakujemy niespodziewanie. Radzimy opuścić Irak, w przeciwnym wypadku spodziewajcie się trzęsienia ziemi, które wstrząśnie Bułgarią, z przyzwoleniem Boga.
List drugi: Skierowany do polskiego rządu krzyżowców (po raz kolejny nawiązanie do wojen krzyżowych toczonych przeciwko muzułmanom – przyp. tłum.), do Polaków, a w szczególności do podłego premiera Marka Belki. Wycofaj swoje siły z Iraku, w przeciwnym wypadku, w wybranym czasie sprawimy, że usłyszysz odgłosy wybuchów uderzających w wasz kraj. Polacy, ostrzegaliśmy was po raz ostatni, żądajcie wycofania sił okupacyjnych, albo zapłacicie cenę, tak jak stało się to w Hiszpanii, a stanie się to z przyzwoleniem Boga.
Muzułmańskie Ugrupowanie at-Tawhid Organizacja al-Qaidy (Europa) środa, 21 lipca 2004
tłum. z arabskiego: Paweł Lewicki
Uwaga: w tekście występuje kilka błędów językowych (stylistyczne, ortograficzne), co pozwala sądzić, że nie był on pisany przez rdzennego Araba. Mogła to być osoba dla której arabski nie jest językiem ojczystym, bądź ktoś słabo wykształcony
308 mln zł na wojnę
01.07.2004 15:10 (aktualizacja 17:31)
|
|
|
Szmajdziński: pozostajemy w Iraku na "wyraźną prośbę władz tego kraju" / arch. RMF |
Minister obrony narodowej Jerzy Szmajdziński poinformował dzisiaj w Sejmie, że tegoroczny koszt polskiej misji stabilizacyjnej w Iraku ma wynieść 308 mln zł (2,5 proc. budżetu resortu obrony).
Szmajdziński powtórzył oświadczenie premiera Marka Belki, że od początku 2005 r. planowana jest "istotna redukcja" obecności tam naszych wojsk. Zaznaczył, że nasza obecność w Iraku odbywa się teraz na wyraźną prośbę władz tego kraju i od nich będzie zależało, jak długo tam będziemy.
Sejm debatował nad informacją rządu w sprawie "pozostawania polskich sił zbrojnych w Iraku oraz ich statusu". Z wnioskiem o taką informację wystąpił klub Unii Pracy. - Jak długo jeszcze polskie wojska będą pozostawać w Iraku? Wiemy, jak kosztowna jest to operacja - powiedział Andrzej Aumiller (UP), zadając Szmajdzińskiemu pytanie w tej sprawie.
Szef MON odpowiadał, że w czerwcu w związku z konfliktem irackim doszło do kilku ważnych wydarzeń. Wymienił przyjętą jednogłośnie rezolucję Rady Bezpieczeństwa ONZ z 8 czerwca, przekazanie 28 czerwca władzy tymczasowemu rządowi irackiemu oraz przyjęcie tego samego dnia oświadczenia szczytu NATO w Stambule.
- Przebieg wydarzeń jest zgodny z naszymi zamiarami i wyobrażeniami - podkreślił Szmajdziński przywołując mandat ONZ dla operacji, większe zaangażowanie NATO oraz to, że 160-tysięczny korpus sił koalicyjnych jest w Iraku na prośbę tamtejszych władz i będzie tam tak długo, jak długo będzie o to proszony. - W grudniu 2005 r. mandat Rady Bezpieczeństwa ONZ będzie ponownie zweryfikowany - dodał minister.
Posłowie w kolejnych pytaniach chcieli, by minister wyliczył koszty pobytu w Iraku naszych wojsk i ustosunkował się do tego, że władze zdecydowały się na udział w operacji mimo negatywnej opinii większości społeczeństwa w tej sprawie. Pytano też o korzyści ekonomiczne naszych firm.
- Jak nasi żołnierze mają rozumieć sprzeczne sygnały płynące z rządu? - pytał Bronisław Komorowski (PO) przypominając z jednej strony wypowiedzi premiera Marka Belki, a z drugiej wicepremier Izabeli Jarugi-Nowackiej (UP), która opowiadała się za wycofaniem polskich wojsk z Iraku. - Polski żołnierz sprawdza się, ale zawodzą gabinety - wtórował mu Paweł Graś (PO).
Szmajdziński wyjaśnił, że ta różnica zdań była "niegroźną debatą polityczną", podobną do różnic zdań, jakie są też w innych partiach, również w Platformie Obywatelskiej.
Szef resortu obrony sprecyzował, że ograniczenie naszego irackiego kontyngentu powinno nastąpić do 31 stycznia 2005 r. - jeśli planowo będzie przebiegała budowa irackich sił bezpieczeństwa. Dlatego też - uważa minister - koszty pobytu polskich wojsk w Iraku w przyszłym roku będą niższe niż tegoroczne.
Tegoroczny koszt polskiej misji ma wynieść 308 mln zł. To niedużo, bo 2,5 proc. budżetu resortu obrony - powiedział minister. Dodał, że polska strona płaci za sprzęt, wyposażenie i koszty osobowe, a koszty pobytu, logistyki i transportu ponoszą USA. - Wyjazdy na misje do Iraku będą nadal dobrowolne - zapewnił Szmajdziński.
Odpowiadając na kolejne pytania szef MON zaapelował o "więcej zaufania i pewności, że jest determinacja społeczności międzynarodowej i irackiej, by proces polityczny (stabilizacji Iraku - red.) postępował". - Kilka miesięcy temu słyszałem z tej trybuny, że nie będzie rezolucji ONZ, a jest, że nie będzie przekazania władzy - a przekazano ją - wyliczał minister.
Mówiąc o korzyściach ekonomicznych, minister zwrócił uwagę na uzyskany przez świdnicką fabrykę wagonów kontrakt na 250 platform kolejowych dla Iraku. - Było więcej wyobrażeń i oczekiwań (...) że z naszej obecności w Iraku będą nie wiadomo jakie interesy - podsumował ten wątek Szmajdziński.
CBOS: 73 proc. Polaków przeciwnych obecności naszego wojska w Iraku
http://fakty.interia.pl/kraj/news?inf=518103&blockName=FKR
05.08.04 Warszawa (PAP) - Prawie trzy czwarte (73 proc.) Polaków jest przeciwne obecności naszego wojska w Iraku. 67 proc. uważa, że nasi żołnierze powinni jak najszybciej wrócić do kraju. Według 83 proc. Polaków, pobyt naszych żołnierzy w Iraku naraża nas na zamachy terrorystyczne - wynika z sondażu Centrum Badania Opinii Społecznej. Poparcie dla obecności polskiego kontyngentu w Iraku deklaruje niespełna jedna czwarta badanych (23 proc.).
Sondaż dotyczący opinii o obecności polskich żołnierzy w Iraku i zagrożeniu terroryzmem CBOS przeprowadził w dniach 9-12 lipca na 920-osobowej reprezentatywnej próbie losowej dorosłych Polaków.
W porównaniu z czerwcem o 7 punktów procentowych wzrósł sprzeciw wobec obecności polskich żołnierzy w Iraku. Nieco ponad połowa Polaków (51 proc.) wyraża swój zdecydowany sprzeciw dla obecności naszych wojsk w Iraku. Przeciwnych jest 80 proc. polskich kobiet i 65 proc. mężczyzn.
67 proc. Polaków jest przekonanych, że nasi żołnierze powinni jak najszybciej powrócić do kraju. Stanowczo domaga się tego prawie połowa (47 proc.) badanych przez CBOS. Za pozostaniem naszych żołnierzy w Iraku do czasu zakończenia misji opowiada się 29 proc. pytanych.
Utrzymuje się niemal powszechne (83 proc.) przekonanie, że w związku z udziałem naszych żołnierzy w misji stabilizującej w Iraku nasz kraj jest narażony na zamachy terrorystyczne ze strony fundamentalistów muzułmańskich. 44 proc. Polaków wyraża je w sposób zdecydowany, tylko 13 proc. pytanych nie ma tego rodzaju obaw.
Poczucie zagrożenia terroryzmem jest niemal tak samo powszechne wśród badanych popierających nasz udział w operacji w Iraku (78 proc.), jak i wśród przeciwników tej misji (85 proc.).
Amerykańska pomoc na zbrojenie IAR, 2004-07-16 17:54:25 Polska armia przeznaczy ponad 60 milionów dolarów bezzwrotnej pomocy amerykańskiej na zakup samochodów terenowych Hummer i modernizację samolotów transportowych "Hercules".
Poinformował o tym wiceminister obrony narodowej Janusz Zemke. Izba Reprezentantów amerykańskiego Kongresu zatwierdziła pakiet pomocy zagranicznej w wysokości 19 miliardów 400 milionów dolarów. W ramach tego pakietu Polska dostanie dodatkowo 46 milionów dolarów.
Janusz Zemke podkreślił, że jest to znaczny wzrost pomocy, gdyż Polska dostawała dotychczas od 10 do 20 milionów. Pomoc otrzymaną w tym i w przyszłym roku nasz kraj chce przeznaczyć na zakup 450 Hummerów dla 6 Brygady Desantowo-Szturmowej i na modernizację 5 "Herkulesów". Wiceminister dodał, że Amerykanie przekazali też Polsce dwie fregaty i 4 specjalne śmigłowce. Waszyngton finansuje również utrzymanie polskiego kontyngentu w Iraku.
Gen. Koziej: o wycofaniu się Ukrainy z Iraku
29.07.04 Warszawa (PAP) - Strateg z Akademii Obrony Narodowej gen. Stanisław Koziej uważa, że zapowiedź wycofania się Ukrainy z Iraku może być tylko rozgrywką związaną z jesiennymi wyborami prezydenckimi. Dziś pod polskim dowództwem służy w Iraku 1650 ukraińskich żołnierzy.
"Długo nie możemy już tam zostać" - powiedział w czwartek ukraiński minister obrony Jewhen Marczuk. Dodał, że strona ukraińska rozpoczęła rozmowy z USA i Polską w sprawie redukcji kontyngentu i wycofaniu go z Iraku "w związku z przekazaniem pełnionych przez niego funkcji stronie irackiej".
Wszystko przebiega zgodnie z planem - tak wiceszef MON Janusz Zemke skomentował tę zapowiedź. Zapytany, kto zastąpi Ukraińców, Zemke odpowiedział, że "nie ma takiej potrzeby, bo coraz więcej zadań przejmują irackie siły bezpieczeństwa".
"Można to odczytywać jako normalne zmniejszanie obecności w Iraku, o czym mówi też przecież i strona polska" - powiedział Koziej PAP. "W tych słowach jest też jednak zapowiedź pełnej rezygnacji Ukrainy z misji w Iraku, co może stworzyć poważny problem; choć równie dobrze można to odczytywać jako głos w rywalizacji w kampanii wyborczej na Ukrainie i wszystko może się jeszcze zmienić" - dodał strateg.
"Zupełne wycofanie się Ukraińców stwarzałoby poważny problem dla wielonarodowej dywizji pod polskim dowództwem, bo są oni istotną jej częścią. Świadczyłoby to też o tym, że Ukraina coraz bardziej oddala się od integracji z Zachodem i zmierza w kierunku ścisłej współpracy z Rosją" - oświadczył Koziej.
Więcej informacji: Blog - SERWIS IRACKI