Robert Fisk: Irak pogrąża się każdego dnia.

 

The Independent, 3 sierpnia 2004

Robert Fisk

korespondencja z Bagdadu

 

Robert Fisk, dziennikarz o randze międzynarodowej, pracuje dla londyńskiego dziennika The Independent. Od 1976 roku jest reporterem wyspecjalizowanym w sprawach Środkowego i Bliskiego Wschodu. Był świadkiem i analitykiem izraelskiej inwazji Libanu (w 1978 i 1982), rewolucji irańskiej (1979), wojny między Irakiem a Iranem (1980-1988), inwazji Afganistanu przez Związek Radziecki (1980) , wojny w Zatoce (1991) i Bośni (1992-1996), konfliktu algierskiego (od 1992) i dwóch palestyńskich intifad (1987, 2000) oraz amerykańskiego ataku na Irak w ubiegłym roku. Odtąd opisuje sytuację w Iraku okupowanym przez Stany Zjednoczone. Tytuł artykułu zmieniony.

 

Więc Blair nie widzi, że ten kraj zaraz wybuchnie? Bush też nie? W Bagdadzie wojna jest oszustwem. Nie mówię o nieistniejących broniach masowego rażenia. Ani o nieistniejących związkach Saddama Husajna z Al Kaidą. Ani o innych kłamstwach, które pchnęły nas do wojny. Mówię o nowych kłamstwach.

Przed wojną nasze rządy ostrzegały nas przed nieistniejącymi zagrożeniami, a teraz podobnie: ukrywają przed nami realne zagrożenie. Zdecydowana większość terytorium Iraku znajduje się poza kontrolą marionetkowego rządu Stanów Zjednoczonych w Bagdadzie, ale nie jesteśmy o tym poinformowani. Każdego miesiąca są setki ataków na oddziały amerykańskie, ale informują o tym tylko kiedy zginie Amerykanin. Tylko w samym Bagdadzie zginęło w lipcu siedmiuset Irakijczyków. To najgorszy miesiąc od inwazji, ale nie mówią nam tego.

Reżyseria tej irackiej katastrofy była szczególnie widoczna podczas “procesu” Saddama Husajna. Amerykańscy wojskowi nie tylko ocenzurowali kasety z tego wydarzenia, nie tylko skutecznie usunęli głos w części dotyczącej 11 innych oskarżonych, ale wcześniej wmawiali Saddamowi Husajnowi – aż do przybycia do sądu – że jechał na własną egzekucję. Oczywiście kiedy wszedł na salę był przekonany, że sędzia jest tu po to by go skazać na śmierć. W ten sposób sam zresztą kierował swoimi trybunałami specjalnymi. Nic dziwnego, że wyglądał na “zdezorientowanego” (według oryginalnej relacji CNN), bo miał tak wyglądać. To tłumaczy dlaczego Saddam zapytał sędziego Juhi “Jest pan adwokatem? …To jest proces?” Jak tylko zorientował się, że rzeczywiście uczestniczy w pierwszym posiedzeniu - a nie w przygotowaniach egzekucji – przyjął bojową postawę.

Ale nie myślcie, ze dowiecie się dużo więcej na temat przyszłych wystąpień Saddama przed trybunałem. Salem Szalabi, brat Ahmeda (skazanego za defraudację) i człowiek, któremu Amerykanie powierzyli trybunał, powiedział dwa tygodnie temu, że żadne media nie będą uczestniczyć w następnych posiedzeniach. Rozumiem dlaczego. Jeśli Saddam będzie miał publiczność jak Milosević może opowiedzieć o rzeczywistych wojskowo-wywiadowczych powiązaniach swego reżimu ze Stanami Zjednoczonymi.

W ostatnich tygodniach życie w Iraku jest doświadczeniem tak samo dziwacznym jak niebezpiecznym. Jadę samochodem do Nadżafu. Droga numer 8 jest jedną z najgorszych w Iraku. Zabiją tu ludzi z Zachodu. Na poboczu szkielety spalonych wozów policji i amerykańskich ciężarówek. Tymczasem, parę godzin później, siedzę w moim bagdadzkim pokoju i oglądam w telewizji Tony’ego Blaira w Izbie Gmin, uśmiechniętego jakby właśnie wygrał szkolny konkurs oratorski. Tak samo z raportem Butlera.

W rezultacie ostatnio oglądanie zachodnich telewizji w Bagdadzie jest jak łączenie z Marsem. Blair nie zdaje sobie sprawy, że Irak właśnie się zapada? Bush tego nie widzi? Mianowany przez Amerykanów “rząd” kontroluje tylko kilka dzielnic Bagdadu, ale nawet tam jego ministrowie i urzędnicy wylatują w powietrze wraz ze swymi samochodami. Bakuba, Samarra, Kut, Mahmudija, Hilla, Faludża, Ramadi – wszystkie są poza zasięgiem rządu. “Premier” Iyad Allawi jest już tylko burmistrzem Bagdadu. “Niektórzy dziennikarze” - mówił Blair – “chcieliby w Iraku widzieć katastrofę”. Wcale nie. Katastrofa już tu jest.

Można się zastanawiać w jaki sposób da się zorganizować przyszłe, styczniowe wybory kiedy samochodowi samobójcy zabijają setki rekrutów przed posterunkami policji? Zebrania Konferencji Narodowej, która ma mianować organizatorów głosowania, zostały już dwukrotnie odwołane. Kiedy oglądam moje notatki z ostatnich pięciu tygodni nie widzę ani jednego Irakijczyka, ani jednego amerykańskiego żołnierza, z którym rozmawiałem, żadnego najemnika – Amerykanina, Anglika czy Południowego Afrykańczyka – który wierzyłby, że w styczniu dojdzie do wyborów. Wszyscy mi mówią, że Irak pogrąża się każdego dnia. I większość pyta dlaczego my, dziennikarze, tego nie mówimy.

Ale w Bagdadzie włączam telewizor i widzę Busha jak opowiada swoim republikańskim zwolennikom, że sytuacja w Iraku się poprawia, że Irakijczycy popierają “Koalicję”, że popierają swój nowy rząd ustanowiony przez USA, że wojna z terroryzmem już prawie wygrana, że Amerykanie są bezpieczniejsi. Potem widzę w Internecie zamaskowanych mężczyzn jak ucinają głowę Amerykaninowi w Rijadzie, jak przecinają nożem kręgosłup Amerykanina w Iraku. Każdego dnia tutejsze gazety wymieniają nazwy wycofujących się z kraju przedsiębiorstw budowlanych. Potem składam wizytę smutnemu i przyjaznemu personelowi bagdadzkiej kostnicy i każdego dnia znajduję tam dziesiątki Irakijczyków, których mieliśmy podobno wyzwolić, a którzy krzyczą, płaczą i przeklinają niosąc na ramionach nędzne trumny z tymi, których kochali.

Czytam i jeszcze raz czytam deklarację Tony’ego Blaira. “Jestem głęboko przekonany, że dobrze zrobiliśmy idąc na wojnę. To była najtrudniejsza decyzja mego życia”. Nie mogę zrozumieć. Być może decyzja uczestniczenia w wojnie jest bardzo ciężka. Nawet Chamberlain tak uważał, ale nie miał trudności, bo i tak trzeba było to zrobić po napaści nazistów na Polskę. Zdaję sobie sprawę co to wszystko znaczy widząc przerażone amerykańskie patrole na ulicach Bagdadu, słysząc jeszcze jedną olbrzymią eksplozję, która trzęsie szybami moich okien o świcie. Zeszłoroczny podbój Iraku był najtrudniejszą życiową decyzją Blaira, bo premier - słusznie - myślał, że to może być bardzo zła decyzja. Na zawsze zapamiętam jego słowa do żołnierzy brytyjskich w Iraku, że ich poświęcenie to nie Hollywood tylko “prawdziwe ciało i krew”. Tak, wysłano prawdziwe ciało i krew z powodu nieprawdziwych broni masowego rażenia.

Na punktach kontrolnych w Bagdadzie napisy “Użycie skrajnej siły dozwolone”. Dozwolone przez kogo? Nikt nie wie. Na autostradach wyjazdowych z Bagdadu żołnierze amerykańscy wrzeszczą na kierowców i strzelają przy najmniejszym podejrzeniu. “Jednego dnia na nasz punkt przyjechał oddział SEALS z marynarki, opowiada mi sierżant z pierwszej dywizji kawalerii. “Zapytali czy mamy jakieś problemy. Powiedziałem, że tak, że strzelają do nas z tamtego domu. Jeden zapytał “z tamtego domu ?”. Powiedzieliśmy, że tak. Potem wracają i mówią “zajęliśmy się tym, do nas już nie strzelali”.

Co to znaczy? Amerykanie chwalą się teraz swoim oblężeniem Nadżafu. Pułkownik Garry Bishop z pierwszego batalionu 37 dywizji pancernej uważa, że była to “idealna” bitwa (nawet jeśli nie udało się schwytać Moktady al Sadra, którego Armia Mahdiego walczyła przeciwko siłom amerykańskim). “Idealna” według Bishopa, bo Amerykanie uniknęli uszkodzenia mauzoleów Alego i Hussajna. Co Irakijczycy mają o tym myśleć? A gdyby jakaś muzułmańska armia okupowała Kent i zbombardowała Canterbury a potem chwaliła się, że nie uszkodziła katedry w Canterbury? Bylibyśmy wdzięczni?

Co właściwie należy myśleć o wojnie obróconej w fikcję przez tych, którzy ją wywołali? W momencie gdy wielka liczba zagranicznych pracowników bojąc się straty życia opuszcza kraj amerykański sekretarz stanu Colin Powell mówi na konferencji prasowej, że branie zakładników “ma pewien wpływ” na odbudowę. Pewien wpływ! Eksplozje naftociągów są teraz równie częste jak przerwy w dopływie prądu. W niektórych dzielnicach Bagdadu elektryczność jest tylko przez cztery godziny na dobę; ulice są pełne zagranicznych najemników z automatami w rękach, wrzeszczących na Irakijczyków gdy nie usuwają się szybko z drogi. To jest ten bezpieczniejszy Irak, którym tak chwali się pan Blair. W jakim świecie żyje rząd brytyjski?

Popatrzcie na proces Saddama. Cała prasa arabska – z bagdadzkimi dziennikami włącznie – drukuje nazwisko przewodniczącego trybunału. Ów sędzia dawał wywiady na temat oskarżenia o morderstwo, które wniósł przeciwko Moktadzie al Sadrowi. Pozował do zdjęć w gazetach. Ale kiedy wymieniłem jego nazwisko w The Independent zostałem surowo oceniony przez rzecznika brytyjskiego rządu. Salem Szalabi zagroził mi sądem. Więc, jeśli dobrze zrozumiałem: nielegalnie podbijamy Irak, zabijamy 11 tysięcy Irakijczyków, a mianowany przez Amerykanów p. Szalabi twierdzi, że jestem winien “zachęcania do zabójstwa”. To mówi samo za siebie.

Robert Fisk

The Independent

03/08/2004

tłum. j.s.a