Podróż do więzienia
Toine Van Teeffelen
Toine Van Teeffelen jest Holendrem ożenionym z Palestynką. W Betlejem jest koordynatorem “Cywili Zjednoczonych dla Pokoju”, holenderskiego stowarzyszenia, które wysyła cywilnych obserwatorów za Zachodni Brzeg Jordanu i do Strefy Gazy. Więcej informacji: http://www.unitedcivilians.com Tekst ukazał się m.in. na witrytnie "Electronic Intifada" (http://electronicintifada.net/v2/article2362.shtml) i wydrukowany w "Albatroz" N° 35 /Kwiecień 2004).
Ląduję w Tel Avivie, wracam z wakacji spędzonych z Mary dziećmi, korpulentny agent bezpieczeństwa o przyjaznym uśmiechu prowadzi mnie na przesłuchanie poprzez kompleks lotniska Ben Gurion. W oddalonym pokoju, małym i niemal pustym męzczyzna pokazuje mi odznakę Ministerstwa Obrony i pyta jak się czuję.
Inna osoba, może świadek, przynosi mi plastikowy kubek z wodą, głowa nisko spuszczona, milczy. Jakby trochę roztargniony agent z odznaką zaczyna zadawać pytanie za pytaniem angielskim prostym i bezpośrednim.
“Jak poznał pan żonę?”
“Lubi pan Arabów?”
“Których nauczycieli muzułmańskich zna pan w Betlejem?”
Mężczyzna notuje na całej kartce, robi strzałki między moją pracą a źródłami finansowania. “Nie wierzę w tę całą działalność pacyfistyczną” mówi lekko.
“Jak pan widzi swoją pozycję na szachownicy politycznej, prawica, centrum, lewica, skrajna lewica?”
“Proszę mnie posłuchać, to ważne pytanie: ma pan kontakty z Międzynarodowym Ruchem Solidarności (International Solidarity Movement – ISM) albo z palestyńskimi ugrupowaniami politycznymi?”
Niemal przepraszającym tonem mówi, że w tej chwili niewielu cudzoziemców mieszka w Betlejem. “To dlatego zadaję te pytania”. I spotkanie nagle się kończy: ”Wszystko załatwione, może pan iść.”
Kończy się długa i nudna podróż. Po nieoczekiwanym międzylądowaniu w Wiedniu z powodu gęstej mgły przetrzymywano mnie ponad godzinę w izolowanym pokoju na lotnisku w Budapeszcie, skąd miałem odlecieć samolotem El Al. W tym czasie, w pokoju obok, trzy osoby szczegółowo przeszukiwały mój bagaż. Wydało im się, że moja szczoteczka do zębów zawierała jakieś urządzenie elektroniczne, jeden z nich spanikował i wrzeszczał. Nie wiedzieli co z tym zrobić.
Kiedyś w Betlejem przez dziesięć dni czekałem powrotu Mary, dzieci i teściów z przedłużonych wakacji w Holandii, w Paryżu i Bretonii, gdzie zaznali wolności w lasach i na plaży. “Powrót do normalności” – mawia Mary wracając do Palestyny. Na moście Allenby (granica jordańsko-izraelska) na wielkie szczęście znaleźli kolektywną taksówkę, która zawiozła ich aż do Betlejem. Strasznie padało. Taksówkarz był nerwowy, bał się kontroli bo nie miał odpowiedniego zezwolenia na przewożenie pasażerów, chciał wszystkich wysadzić gdzieś obok miejscowości Azzarija (biblijna Betania). Mary jednak nalegała i mężczyzna wyraźnie czuł, że nie może zostawić dzieci i teściową na deszczu. “Ile macie zagranicznych paszportów?” zapytał. Mary powiedziała prawdę: “dwa” (dla dzieci). Może z powodu ulewy żołnierze nie kontrolowali wszystkich samochodów i tak moja rodzina dotarła do Betlejem wygodnie przez Jerozolimę, zamiast pokręconą i wyboistą drogą z Wadi Nar na wschód od miasta, tam jest trudna blokada.
Koszt podróży do Ammanu i z powrotem kosztował moją rodzinę niemal tyle co bilet lotniczy, czyli 200 dolarów na osobę razem z kosztami specjalnych taksówek, opłatami granicznymi, zezwoleniem na wjazd do Jordanii i hotel w Ammanie. To nie jest podróż dla biednych.
Teraz po drodze z mostu Allenby Palestyńczycy spędzają czasem noce w hotelu w Azzariji lub Jerycho. Droga jest pełna przeszkód, ostatnia z nich to Ściana. Wysoki na osiem metrów mur , który przecina teraz Azzariję, wywołał komentarz mieszkańców “sam Jezus (który wskrzesił Łazarza w Betanii) nie dałby rady wejść do miasta”.
Przeszkody w podróżach nie dotyczą tylko Palestyńczyków . Od 4 stycznia 2004 przybysze z zagranicy (bądź Palestyńczycy z obcym paszportem i wizą) są zmuszeni posiadać specjalne zezwolenie na wjazd na terytoria palestyńskie. Brak zezwolenia może być przyczyną deportacji.
A co z turystami zwiedzającymi Kościół Narodzenia Pańskiego? Czy też muszą mieć zezwolenie? Biuro przedstawicielstwa holenderskiego w Ramalli informuje, że ciągle nie wiadomo, nie wiadomo nawet na pewno gdzie takie zezwolenia uzyskiwać.
Według posiadacza zagranicznego paszportu na Uniwersytecie w Betlejem pomysł z dodatkowymi zezwoleniami to izraelski próbny balon, test na reakcję społeczności międzynarodowej. Jeśli wypadnie on słabo Izrael wprowadzi zezwolenia z życie, na początek w niektórych regionach Zachodniego Brzegu.
Ogólnie rzecz biorąc ten pomysł to część logicznej polityki, prowadzonej w ostatnich latach przeciwko działaczom międzynarodowym, obserwatorom i nawet turystom i pielgrzymom by nie mogli zobaczyć i przekazać tego, co dzieje się na terytoriach palestyńskich, chodzi o stworzenie wśród mieszkańców atmosfery kompletnej izolacji.
Izraelczycy myślą, że cudzoziemcy powinni unikać tamtych stref, jakby były skażone. Ile razy zwracali mi uwagę żeby uważać na siebie w Betlejem, podczas gdy czuję się bezpieczniej w Betlejem niż w Jerozolimie? Niedawno przyjaciel powiedział “mury się nad nami zamykają”. To prawda.
W pracy wszyscy profesorzy mówią, że Betlejem zostanie całkowicie otoczone Ścianą. Na południowym wschodzie projekt akademika dla studentów Uniwersytetu w Betlejem jest zagrożony, mur zbliża się z Chilit al-Joz. Sprawa doszła do izraelskiego Sądu Najwyższego, tak samo jak przebieg muru otaczającego Grób Racheli. Jeden z profesorów dodaje, że zachodnia strona Betlejem, piękne pola Cremisan i zakon salezjanów zostaną odcięte od Beit Dżali. Na północy metalowa siatka oddziela już Betlejem od zaanektowanych gajów oliwnych. Na południu mur powstanie w pobliżu kolonii Gush Etzion. Historię już znamy: instytucje zostaną oddzielone od ludzi, podzielone będą rodziny, rolnicy zostaną odcięci od upraw, dzieci od szkół.
Ta rosnąca na oczach wszystkich Ściana powoduje, że odczucie zamknięcia staje się fizyczne, nie do zniesienia. Gospodarczo taka bariera w wymianie handlowej przygwoździ los Palestyńczyków z Zachodniego Brzegu. Według Instytutu Badań Stosowanych z Betlejem już ponad 70% ludności nie ma pracy, o 10% więcej niż w zeszłym roku.
Poza tym niewykluczone, że organizacje pomocy międzynarodowej zdecydują masowo wycofać się z terytoriów okupowanych, by zaprzestać subwencjonowania okupanta, który koniec końców jest odpowiedzialny za kontrolowaną ludność. Może być więc tak, że Palestyńczycy staną się społecznością, o której dużo się mówi, ale o której po ludzku się zapomina. (…)
Po powrocie ze szkoły Jara czyta coś na temat rybołówstwa w swoim podręczniku nauki o społeczeństwie. Książka radzi odwiedzić Gazę by spotkać się z rybakami , tak jakby studenci z Zachodniego Brzegu mogli tam pojechać na szkolną wycieczkę. Co z tego, że rybacy z Gazy, podejrzani o przemyt broni, rzadko opuszczają port.
Natomiast Tamer ciągle wspomina podróż samolotem. Bierze teraz rodziców czy gości za ręce by z dumą pokazać swój plastikowy samolot (tayaara), który zawiesił nad łóżkiem. Na szczęście Jara i Tamer nie są jeszcze naprawdę świadomi, że rosną w więzieniu.
Toine Van Teeffelen
Betlejem 2004
tłum: j.s.a