Izraelski
mur wchodzi na ziemie instytucji chrześcijańskich pomagających
Palestyńczykom.
reportaż:
Michel Bole-Richard
Le Monde
Jerozolima.
Dla Helmuta, dozorcy w hospicjum Matki Boskiej Bolesnej „słońce wstaje teraz o 11”. Dopiero o tej godzinie wznosi się ponad ośmiometrowy mur, który Izraelczycy postawili po drugiej stronie ulicy, na przeciwko bramy religijnej instytucji, położonej we wschodniej części miasta, po drugiej stronie Góry Oliwnej.
Ze swego biura siostra Marie-Dominique Croyal widzi tylko gigantyczne bloki betonu. I ani mściwe, ani humorystyczne napisy na tej ścianie nie wywołują jej uśmiechu (np. „Od getta w Warszawie do getta w Abu Dis”; „Budujcie miłość nie mury”; „Mur wojny + wstyd = ściana płaczu”). Według przełożonej hospicjum „ten mur to katastrofa, bo rodziny jej pięćdziesięciu wiekowych palestyńskich pensjonariuszy mieszkają po drugiej stronie, tak jak i pracownicy. Niektórzy nie mają przepustek, więc nie mogą pracować”.
Koszmar zaczął się 11 stycznia. Bez żadnego uprzedzenia przyjechały nagle wielkie maszyny budowlane, żeby zbudować to, co Palestyńczycy nazywają „murem apartheidu”. Zbudowano długi odcinek i ,jak mówi siostra Marie-Dominique, „nie można już robić zakupów w Betanii, Palestyńczycy przechodzą więc przez naszą posiadłość by dojść do Jerozolimy. Wtedy gonią ich izraelscy żołnierze i wpadają tu żeby wystrzelić granaty z gazem łzawiącym. Ludzie są wyłapywani, a my możemy tylko zamknąć oczy. Życie jest już dla nich tak trudne, tak niemożliwe. Ciągle ich upokarzają. Ustawiają ich pod murem zmuszając do patrzenia w słońce. Każą im zdejmować ubrania, żeby na ich oczach czyścić nimi opancerzone dżipy, potem rzucają je im pod nogi. I nic nie można zrobić, nic. Nikt nam niczego nie mówi. Nie wiemy czy zrobią furtkę w murze. To jasne: chcą zahamować wszelką możliwość poruszania się, chcą po prostu opróżnić Wschodnią Jerozolimę.”
Siostra Marie-Dominique jest oburzona i zastanawia się jak będzie działać jej hospicjum kiedy budowa muru zostanie zakończona. Po drugiej stronie nie ma ani jednej przychodni ni szpitala. Na razie na wzgórzach widać tylko kawałki powstającej ściany, ale życie mieszkańców i komunikacja są już kompletnie zdezorganizowane. Trzeba chodzić pieszo kilometrami, żeby te przeszkody okrążyć. Ci, którzy mieli domy na wzgórzach, zostali z nich wyrzuceni.
Ten wschodnio-jerozolimski mur połączy się w końcu z murem zbudowanym wokół Betlejem by, według oficjalnej wersji, zapewnić bezpieczeństwo Izraelczykom. Ale u stóp Góry Oliwnej, na jej wschodnim stoku, trasa muru przebiegnie przez liczne, stare religijne posiadłości. Teren hospicjum Matki Boskiej Bolesnej pozostał w całości, ale tereny innych instytucji należących do chrześcijańskich zakonów, do braci franciszkanów, prawosławnych, sióstr miłosierdzia itd., wszystkie zostały częściami pozajmowane pod przyszły mur, który ojciec Claudio Ghilardi nazywa „ścianą wstydu”.
Ojciec Ghilardi prowadzący ośrodek pomocowy dla najbiedniejszych rodzin opowiada noc świętego Mikołaja, 6 grudnia 2003, kiedy nagle, bez żadnego ostrzeżenia, opancerzone buldożery zrównały z ziemią kamienne ogrodzenie ich kościółka. „To pogwałcenie konkordatu między Watykanem i Izraelem, jak też elementarnej zasady szacunku dla miejsc świętych”. Nic się od tamtej pory nie zmieniło, tyle, że nuncjusz papieski, arcybiskup Pietro Sambi oficjalnie protestował i złożył skargę.
„Widzi pan tam tę szkołę sióstr z Nigrizii, zostanie od nas oddzielona” – denerwuje się ojciec Ghilardi. „Nasza społeczność jest rozcięta na pół. Na dodatek ten teren jest strefą archeologiczną. Jest tu siedemnaście starożytnych zbiorników na wodę i groby pierwszych chrześcijan. Proszę spojrzeć, cztery zostały już całkiem odkryte. Niszczenie tego to przestępstwo przeciw ludzkości. Pokazuje kawałki odnalezionych naczyń z gliny, resztki muru z czasów sięgających Jerycho, słup graniczny zbudowany za czasów obecności brytyjskiej. „Na dodatek Izraelczycy zarzucają nam, że pozwalamy przechodzić Palestyńczykom przez nasze podwórko. To nielogiczne i skandaliczne, bo wzbrania się im prawa do ochrony zdrowia, do nauki i do modlitwy w naszych kościołach. Dwa tysiące wiernych mieszka odtąd po drugiej stronie muru.”
Youssef Radouane mieszka nieco niżej. Jego dom jest faktycznie przyklejony do izraelskiego posterunku. Izraelczycy zamknęli drogę zostawiając jedyne przejście szerokości 45 centymetrów dla posiadających przepustki. Teraz żeby dojechać samochodem do Jerozolimy trzeba zrobić dodatkowe 17 kilometrów, choć jest pod samym nosem. U sióstr miłosierdzia od św. Wincentego a Paulo cały tył terenu jest odgrodzony przez mur. „Ale co możemy zrobić? Po prostu zamykamy oczy patrząc przez okno, mówi przełożona siostra Józefina. „Kiedyś ten mur zniknie. Dobry Bóg nie pozwoli na coś takiego. Nie można już wytrzymać tego nieszczęścia naokoło. W końcu Szaron odejdzie. Wtedy będą sprzedawać kawałki muru na pamiątkę, jak w Berlinie.”
Siostra Loudy opłakuje swój ogród, swoje zniszczone drzewa cytrynowe, drzewa oliwne wyrwane z korzeniami przez wielkie maszyny, by zrobić miejsce dla zakurzonego pasa ziemi i muru, który zasłania niebo. „Mówili nam, że wybiją w nim furtkę, ale kto będzie miał klucz, kogo o niego prosić żeby dojść do naszego sadu figowego po drugiej stronie?”. Siostry kierują sierocińcem i organizują wakacyjne kolonie dla małych Palestyńczyków. Zastanawiają się co teraz będzie, bo rodziny podopiecznych i pracownicy również zostali po drugiej stronie muru.
Franciszkanom, mówi ojciec Rocardo, Izraelczycy skonfiskowali jeden hektar. Trochę mniej prawosławnym, ale z powodu szarego muru bezpowrotnie stracili widok , który poprzez judejską pustynię rozciągał się aż do Morza Martwego. „Proszę pamiętać, że Bliski Wschód to ziemia niespodzianek – mówi ojciec Innocenty – więc ten mur, jak wszystkie mury, musi runąć”. Jednak póki co jego budowa postępuje wielkimi krokami.
Michel
Bole-Richard
Le
Monde
30/04/2004
tłum:j.s.
foto: j.s.