List Otwarty Wrocławskiej Koalicji Antywojennej do dziennikarzy

Nie negujemy zasady praworządności, domagamy się jedynie, by była ona
stosowana rozumnie, a przede wszystkim by dotyczyła spraw, które są
faktycznym zagrożeniem dla obywateli. W demokracji prawo nie może stać ponad
ludźmi, ślepo rozdając kary, bez względu na kontekst społeczny i
okoliczności. Prawo ma ludziom służyć, a nie tłumić ich głos.
Demokracja niech będzie dla wszystkich, a nie tylko dla tych, których na nią
stać dzięki zasobom finansowym i powiązaniom politycznym.

List Otwarty Wrocławskiej Koalicji Antywojennej do dziennikarzy

Drodzy Państwo,

W ostatnim czasie miały miejsce we Wrocławiu represje wobec działaczy ruchu antywojennego. Dotyczą one udziału kilku osób w ubiegłorocznych manifestacjach przeciwko agresji na Irak. Jeszcze w roku ubiegłym policja rozpoczęła dochodzenie w tej sprawie, nachodząc działaczy i działaczki ruchu antywojennego w domach, przeprowadzając wywiady środowiskowe w ich sprawie z członkami rodzin, a nawet odwiedzając Instytut Socjologii Uniwersytetu Wrocławskiego, którego niektórzy doktoranci byli zaangażowani w protesty antywojenne. W tym roku, w lutym i w marcu, w komisariacie policji Wrocław-Stare Miasto (ul. Trzemeska) miały miejsce przesłuchania w sprawie dwóch
protestów: z 10.04.2003 (2 osoby) oraz 29.03.2003 (4 osoby; piąta osoba nie mogła dotrzeć na przesłuchanie). Wszystkim osobom stawiany jest zarzut o "przewodniczenie zgromadzeniu publicznemu bez zawiadomienia Urzędu Miejskiego
Wrocławia" (art. 52 par. 1 pkt. 2 Kodeksu Wykroczeń).

W ostatni piątek dwóch działaczy ruchu antywojennego - Marcin Adam oraz Marcin Starnawski - otrzymało wyrok nakazowy sądu grodzkiego (Sąd Rejonowy dla Wrocławia Śródmieścia VII Wydział Grodzki) skazujący każdego z nich na karę 500 zł grzywny oraz obciążający ich kosztami sądowymi w wysokości 50 zł. Zarzutem w tym przypadku jest "przewodniczenie zgromadzeniu publicznemu"
bez urzędowego zezwolenia w dniu 10 kwietnia 2003 r. na Placu Uniwersyteckim we Wrocławiu. Wyrok został wydany zaocznie, opierał się jedynie na zeznaniach 3 świadków (prawdopodobnie policjantów). Oskarżonym nie dostarczono żadnych uzasadnień/dowodów orzeczenia winy. Nie podano żadnej definicji "przewodniczenia zgromadzeniu".

Podobnych wyroków należy się spodziewać już wkrótce w sprawie 5 osób (w tym dwóch wyżej wymienionych) uczestniczących w manifestacji antywojennej w Rynku w dniu 29 marca 2003 r.

Drodzy Państwo, pozornie może się wydawać, że wszystko jest w porządku, a wspomniane działania policji i sądu to jedynie dowód sprawności "rządów prawa" (kara za niespełnienie obowiązku zawiadomienia o zgromadzeniu), a sama kara nie jest rażąco wysoka. Niepokoją jednak następujące aspekty sprawy:

1. Brak dowodów winy oskarżonych. Nie podano żadnej definicji "przewodniczenia zgromadzeniu". Nie przedstawiono żadnych dowodów uzasadnień orzeczenia winy. Oparto się jedynie na zeznaniach trzech świadków, nieznanych oskarżonym.

2. Nieuwzględnienie szczególnych okoliczności publicznego wystąpienia. W  marcu ub. r. Polska znalazła się w stanie wojny napastniczej z suwerennym państwem Irak. Udział polskich wojsk w tej operacji militarnej był naruszeniem prawa międzynarodowego, z Kartą Narodów Zjednoczonych na czele. Podjęta przez Prezydenta RP po konsultacjach z Premierem Rządu RP decyzja o wysłaniu polskich wojsk
do Iraku stanowiła naruszenie Konstytucji RP w dwóch punktach: art. 26.1 oraz art. 116.1.
Biorąc udział w spontanicznym zgromadzeniu publicznym, oskarżeni protestowali przeciwko łamaniu przez władze RP polskiej Konstytucji. Protestowali również przeciwko imperialnej polityce rządu Stanów Zjednoczonych, opartej na fałszywych przesłankach (oficjalnym powodem ataku zbrojnego było rzekome posiadanie przez Irak broni masowego rażenia) i zorientowanej na zabezpieczenie politycznej hegemonii tego kraju i realizację interesów dużych koncernów przemysłowych powiązanych z administracją George'a W. Busha.

3. Kryminalizacja działalności obywatelskiej wynikająca ze źle pojętej zasady "rządów prawa". W sytuacji ostrego konfliktu międzynarodowego oraz realnego zagrożenia zamachami terrorystycznymi, głos protestu przeciwko wojnie czy okupacji Iraku jest głosem obywatelskiej troski o bezpieczeństwo społeczeństwa polskiego. Niestety, w naszym kraju sąd nie pyta o powody spontanicznego protestu,
nie pyta o indywidualne i kolektywne motywacje uczestników manifestacji, nie pyta o stojące za nimi racje moralne i polityczne, nie pyta o kontekst społeczno-obywatelski takiej działalności, nie  pyta o szersze tło, na które składa się zaangażowanie praktyczne i intelektualne oskarżonych w różnych dziedzinach życia społecznego, zaangażowanie oceniane pozytywnie przez wiele osób i grup w społeczności  Wrocławia i nie tylko. Zamiast tego sąd (w osobie Przewodniczącego ASRn Wojciecha Sawickiego) kieruje się względami formalno-proceduralnymi i orzeka karę bez uwzględnienia racji innych niż racje administracyjne. Sąd pyta bowiem jedynie czy manifestacja była zalegalizowana czy nie, tym samym sprowadzając jakiekolwiek spontaniczne akty obywatelskiej aktywności do wykroczenia, do czynu niezgodnego z Kodeksem, do występku przeciwko prawu. Sąd ustanawia zatem osobliwe reguły demokracji: bycie obywatelem kosztuje 500zł plus 50 zł kosztów postępowania. (Nawet jeśli sąd nie byłby w stanie oczyścić oskarżonych z zarzutów, kara 500 zł w sytuacji, gdy żaden z nich nie ma stałej pracy i otrzymuje bardzo nieregularne przychody, nie przekraczające kilkuset złotych miesięcznie, wydaje się bardzo krzywdząca. Tym bardziej, że nie doszło do jakiegokolwiek zagrożenia czyjegokolwiek życia, zdrowia czy mienia, nie mówiąc o naruszeniu tychże.)

4. Szybkość postępowania sądowego jest zastanawiająca. W Polsce mają miejsce bardzo poważne przypadki naruszenia prawa: kradzieże, rozboje, morderstwa, gwałty, nadużycia gospodarcze, korupcja itd. Wiele z tych spraw ciągnie się nawet latami. Tutaj wyrok zapadł w ciągu roku od wspomnianych wydarzeń, a niespełnadwa miesiące po przesłuchaniu policyjnym. Czyżby zatem komuś specjalnie zależało na tłumieniu działalności spontanicznych ruchów społecznych? Czyżby polityczny głos "ulicy" stanowił tak niebywałe zagrożenie dla ładu społecznego? A może raczej protesty antywojenne są dla kogoś niewygodnym przejawem polskiej opinii publicznej, opinii, która w przeważającej części sprzeciwia się militarystycznej i antyspołecznej polityce obecnego Rządu i Prezydenta RP?

Drodzy Państwo, Przyjaciele Dziennikarze!
Zwracamy się do Was z prośbą i apelem o podjęcie przez Was wyżej nakreślonego tematu w Waszej pracy dziennikarskiej. Liczymy na Waszą solidarność z ruchami społecznymi, będącymi jednym z najbardziej autentycznych nośników i propagatorów społeczeństwa obywatelskiego i demokracji. Od początku polskiej transformacji pojęcia "obywatelskości" i "demokracji" są na ustach wszystkich. Ale w praktyce, jak widać na przykładzie represji wobec polskiego (i nie tylko polskiego) ruchu antywojennego, obywatelskość jest tylko frazesem, a za szczerą potrzebę uczestnictwa w demokratycznej opinii publicznej trzeba płacić bardzo konkretne kwoty. Czy taki ma być polski wkład kulturowy u progu wejścia do Unii Europejskiej?

Nie negujemy zasady praworządności, domagamy się jedynie, by była ona stosowana rozumnie, a przede wszystkim by dotyczyła spraw, które są faktycznym zagrożeniem dla obywateli. W demokracji prawo nie może stać ponad ludźmi, ślepo rozdając kary, bez względu na kontekst społeczny i okoliczności. Prawo ma ludziom służyć, a nie tłumić ich głos. Demokracja niech będzie dla wszystkich, a nie tylko dla tych, których na nią stać dzięki zasobom finansowym i powiązaniom politycznym. Wiemy, że w środowisku dziennikarskim są ludzie, którzy podzielają takie rozumienie demokracji. Wielu z Was widywaliśmy na manifestacjach antywojennych i innych akcjach w obronie ludzkiej godności i sprawiedliwości. Część z Was w rozmowach z nami otwarcie wyrażała poparcie czy przychylność dla działań ruchu
antywojennego. Mamy nadzieję, że w chwili gdy tak cenne dla naszego społeczeństwa wartości próbuje się niszczyć metodami policyjno-administracyjnymi, staniecie w ich obronie.

Wczoraj opozycja w PRL, dziś działacze antywojenni, jutro "antyglobaliści"
... kto następny do potępienia przez możnych


16/04/2004
wojnastop@op.pl