Generał Koziej: “Do wojska trafiają przede wszystkim ci, którzy nie potrafią się wymigać. Bystrzejsi umieją go uniknąć.”









Generał Stanisław Koziej ogłasza w “Polityce”, że w chwilach zagrożenia decyzję o wysłaniu dodatkowych wojsk do Iraku powinni podejmować polscy generałowie z dowództwa wielonarodowej dywizji a nie cywilny rząd w Warszawie. Dowództwo się podzieli:“Mamy szanse na udział w przyszłych zyskach”.





Wojna w Iraku korzystna dla armii - im dłuższa tym lepsza

przeczytaj koniecznie:

Polskie wojsko jest Irakowi potrzebne, a Irak przydaje się polskiemu wojsku



http://polityka.onet.pl/162,1211238,1,0,2486-2005-02,artykul.html

STANISŁAW KOZIEJ
Zdecydowanie zostać!


Faludża. Lej po zburzonym przez wojska USA fragmencie szpitala miejskiego Al Nazal
W papierowym wydaniu “Polityki” z 15 stycznia 2005 (rubryka “Ogląd i pogląd”) tekstowi generała towarzyszy fotografia, na której widać kobietę ubraną w polski, “iracki” mundur, profesjonalistkę o zatroskanej twarzy trzymającą dłoń na czole dziecka w opiekuńczym geście sprawdzania gorączki, lokalny lekarz wypisuje receptę, z tyłu dwie kobiety z dziećmi, wrażenie czystej, schludnej przychodni. Podpis: “Polscy żołnierze pomagają w irackim szpitalu Ain al Tamur”. Jest też fotografia uśmiechniętego generała w mundurze.


Od początku wojny poziom ochrony zdrowia w Iraku spadł do poziomu Burundi i jest coraz gorszy:

http://www.irak.pl/IrakLosKobietiDzieci12.2004.htm




Armia ma ważniejsze zadania:

http://www.irak.pl/WolfowitzwBangkoku15.01.2005.htm









STANISŁAW KOZIEJ
Zdecydowanie zostać!

Polskie wojsko jest Irakowi potrzebne, a Irak przydaje się polskiemu wojsku



Styczniowe wybory to najlepszy moment, aby Irak zaczął się usamodzielniać. A jednocześnie dobry powód, aby polscy żołnierze pomyśleli o powrocie do domu. O takiej możliwości wspominał minister obrony narodowej, a złe wieści z Iraku wzmagają presję opinii publicznej. Generał Koziej jest przeciwnego zdania. Co więcej, uważa, że przedłużenie irackiej misji powinno przyspieszyć prace nad tworzeniem armii zawodowej.



Faludża. Cmentarz na dawnym stadionie
Nasze wojska powinny pozostać w Iraku tak długo, jak długo pozostaną tam siły międzynarodowe. Oczywiście na wniosek wyłonionych w wyborach nowych władz irackich.
Gdyby Polska – dowódca międzynarodowej dywizji – wycofała natychmiast wojska, dałaby zły przykład innym krajom. Taki sam chaos wprowadziłoby ustalenie sztywnej daty wyjścia, bez względu na okoliczności.



Wyobraźmy sobie, że wszyscy wychodzą z Iraku. To prosta droga do rozpadu tego państwa, do wojny domowej, która mogłaby przekroczyć jego granice i objąć region. W rozwiązaniu takiego kryzysu musiałby brać udział cały świat, bo wymagałoby to ponownej interwencji sił międzynarodowych. Byłoby niezrozumiałe, gdyby Polska, która podejmując decyzję o wyjściu przyczyniła się do takiego rozwoju sytuacji, następnie nie chciałaby pomóc w jej uregulowaniu. W przypadku Polski koszty takiej operacji byłyby znacznie większe niż dalsze utrzymywanie sił w Iraku – mielibyśmy do czynienia z regularną wojną.



Oczywiście, polska obecność w Iraku powinna zmieniać formę stosownie do sytuacji polityczno-strategicznej. Stopniowo cywile – osoby wspierające odbudowę państwa, promujące współpracę kulturalną i inwestorzy – muszą zastępować żołnierzy. Szybkość tej wymiany będzie zależeć od tempa umacniania się irackich struktur bezpieczeństwa – czyli wojska, policji, straży granicznej, wywiadu, kontrwywiadu czy straży pożarnej. Przy czym polska armia w Iraku, redukując ilość, powinna utrzymywać wysoką jakość. Mówiąc o jakości, mam na myśli dowodzenie dywizją wielonarodową. Nie powinniśmy pochopnie z niego rezygnować. Dzisiaj na szczęście nie słyszy się raczej takich głosów.


Im dłużej utrzymamy nasze dowództwo, tym większe mamy szanse na udział w przyszłych zyskach. Jeśli chodzi o współpracę ekonomiczną, moglibyśmy ją nawiązać prawie we wszystkich dziedzinach, a Irak jest – ze względu na złoża ropy – państwem bogatym. Przede wszystkim mamy szansę na kontrakty zbrojeniowe. Odbudować trzeba będzie także iracką infrastrukturę.



Faludża. Zburzony punkt medyczny
Zyskują również nasze siły zbrojne. To właśnie dowodzenie w Iraku daje nam najwięcej doświadczeń i korzyści operacyjnych. Dzięki temu weszliśmy do pierwszej ligi państw, które mają nie tylko ćwiczebne, ale i praktyczne doświadczenia w dowodzeniu dużymi zgrupowaniami międzynarodowymi, w dodatku w trudnych warunkach. W ten sposób staliśmy się naturalnym kandydatem do kierowania w innych sytuacjach kryzysowych. Wzrosła więc wyraźnie nasza wartość na rynku bezpieczeństwa międzynarodowego.



Nie możemy pozwolić na zachwianie równowagi pomiędzy przekazywaniem zadań bezpieczeństwa Irakijczykom i przejmowaniem przez nich tych zadań. Najpierw należy przeszkolić oddziały irackie. Kiedy dywizja, która odpowiada za bezpieczeństwo w określonym obwodzie, stwierdzi, że siły irackie są przygotowane do przejęcia obowiązków, podpisuje porozumienie z władzami tego regionu. Wojska koalicji wycofują się, ale na wszelki wypadek nadal pozostają w gotowości. W przyszłym roku wzrosną możliwości sił irackich, ale raczej nie do tego stopnia, aby zakładać znaczne zmniejszenie naszej dywizji. Jeśli po styczniowych wyborach sytuacja się nie skomplikuje, szacuję, że w ciągu roku, przede wszystkim w drugim półroczu, można będzie zredukować dywizję wielonarodową o 15–20 proc., czyli o około tysiąc żołnierzy.



Gdybyśmy chcieli zmniejszyć liczbę polskich żołnierzy o więcej niż owe 20 proc., pozostali koalicjanci musieliby zgodzić się na utrzymanie odpowiedniej liczby swoich wojsk. W tym celu dowodząca kontyngentem Polska powinna podjąć się negocjacji z partnerami. Takie negocjacje są jednak skazane na klęskę, jeśli sami Polacy będą nawoływać do szybkiego wyjścia z Iraku. Czyniąc to, działamy więc przeciwko własnym interesom narodowym.

Bardzo dobrym rozwiązaniem strategicznym jest niedawne postanowienie polskiego rządu: od lutego siedmiuset z dwóch tysięcy czterystu naszych żołnierzy z irackiej dywizji wielonarodowej pozostanie w kraju jako odwód operacyjny. W razie zagrożenia można będzie go w ciągu kilku dni przerzucić do Iraku.


To nie jest redukcja kontyngentu, ale zmiana sposobu jego użycia. Aby to miało sens, należy spełnić kilka warunków. Po pierwsze, to powinni być żołnierze, którzy już brali udział w misji irackiej albo innych poważnych międzynarodowych operacjach wojskowych i nie wymagają dodatkowego przygotowania. Po drugie, w chwili zagrożenia decyzję o ich ściągnięciu do Iraku powinien podejmować dowódca dywizji irackiej, a nie politycy. Dobrze byłoby, gdyby decyzja polityczna była podjęta zawczasu, już teraz. Uważam, że to jest właśnie logiczny sposób stopniowego zmniejszania bezpośredniej obecności wojskowej w Iraku przy jednoczesnym kontynuowaniu udziału w tej misji, zwłaszcza utrzymywaniu dowodzenia dywizją.




Zwolennicy wycofania argumentują, że nasza armia nie wytrzymuje obciążenia. Przede wszystkim mamy coraz mniej ochotników na wyjazd do Iraku. Tego argumentu użył minister obrony narodowej. To paradoks, bo kłopoty z wysyłaniem żołnierzy do Iraku biorą się stąd, że od lat rządy i ministrowie boją się podjąć decyzji o utworzeniu armii zawodowej. W rzeczywistości to właśnie irackie doświadczenia wzmacniają potencjał obronny Polski. Dzięki niemu część naszego wojska zbliża się do standardów międzynarodowych.




Faludża. Zburzony szpital polowy
Irak podsuwa nam rozwiązania, które powinniśmy wykorzystać w programach modernizacji armii. Jednym z najważniejszych jest właśnie rezygnacja z poboru i przejście na armię w pełni ochotniczą (zawodową). Wtedy nie byłoby problemów z wysyłaniem żołnierzy. Do Iraku wyjeżdżałyby etatowe jednostki, a nie tworzone na bieżąco kontyngenty. W tej chwili działa to trochę na zasadzie pospolitego ruszenia. Niestety, takiej zmiany nie uwzględniono w programie rozwoju sił zbrojnych na lata 2005–2010. Obecne kłopoty z delegowaniem żołnierzy powstały więc na własne życzenie. Dlatego nie są wiarygodnym argumentem, jeśli używane są przez decydentów za to odpowiedzialnych.




Armia zawodowa to pewien skrót myślowy. Należałoby raczej mówić o armii ochotniczej: zawodowcach, którzy służą w wojsku przez całe życie lub żołnierzach kontraktowych, którzy podpisują umowy na kilka lat, albo też żołnierzach służby okresowej, angażowanych tylko na potrzeby określonej misji. Utworzenie armii zawodowej jest konieczne z kilku powodów.



Po pierwsze, zmieniły się realia: nie ma już prawie starć wielkich mas wojska. Grożą nam konflikty regionalne i terroryzm, którym nie zaradzi użycie wielkiej armii. Potrzebujemy natomiast specjalistów, na przykład komandosów – a jednostki tego typu szkoli się latami. Po drugie, jesteśmy świadkami rewolucji technicznej – sprzęt staje się coraz bardziej skomplikowany.






Nie można nauczyć się jego obsługi w kilka miesięcy, potrzebujemy profesjonalistów. Po trzecie, nie jest prawdą, że Polski nie stać na armię zawodową. Za te same pieniądze, które przeznaczamy na utrzymanie wojska z poboru, można zrealizować dużo więcej zadań przy pomocy zawodowców. Armia zawodowa będzie mniej liczna, ale dzisiaj jakość jest dużo ważniejsza niż ilość. Samo społeczeństwo przeciwstawia się obowiązkowi wojskowemu. W rezultacie do wojska trafiają przede wszystkim ci, którzy nie potrafią się wymigać. Bystrzejsi umieją go uniknąć. Poza tym prawie wszystkie państwa europejskie utworzyły armie zawodowe, natomiast my ciągle trzymamy się starego modelu.




Drugi wniosek dotyczy strategii modernizacji naszych sił zbrojnych. Na przykładzie Iraku widać, że coraz skuteczniejsze jest uzbrojenie oparte na systemach informacyjnych – bezpilotowce, roboty, broń informacyjna czy systemy obrony przeciwrakietowej. Irak podpowiada, że jeżeli chcemy dopędzić czołówkę światową pod względem technicznym, musimy dokonać przeskoku generacyjnego. To znaczy, że pieniądze, które przeznaczamy na modernizację, powinniśmy wydawać nie na sprzęt, który jest potrzebny wojsku dzisiaj, ale na ten, który przyda się jutro. Dobry jest tu przykład samolotu F16 – właściwsze byłoby zainwestowanie pieniędzy, które wydaliśmy na ten samolot, w programy badawcze, rozwojowe, dotyczące sprzętu kolejnej generacji. Chodzi o te same kwoty – zmienia się tylko sposób ich wykorzystania. Jeśli zaś chodzi o zadania bieżące, jesteśmy w stanie je wykonywać za pomocą sprzętu, który mamy.




Polska nie powinna więc utrudniać realizacji strategii międzynarodowej w Iraku. Wzięliśmy na siebie odpowiedzialność za małą część tego kraju i nie powinniśmy z niej teraz rezygnować. Nasz interes strategiczny to kontynuowanie misji ze stopniową zmianą jej charakteru – aż do pozytywnego zakończenia.




Prof. dr hab. Stanisław Koziej, generał w stanie spoczynku. Obecnie niezależny ekspert wojskowy.




http://polityka.onet.pl/artykul.asp?DB=162&ITEM=1211238&MP=3

First Published 2003-09-12, Last Updated 2003-09-12 19:29:34


Jordanian Hospital in Fallujah, or what is left of it

 



www.irak.pl - Inicjatywa STOP WOJNIE