Mateusz Kwaterko
GAZETA KRWIOŻERCZA
"Barbara jest oburzona: - Widziałam przez okno, jak policja w piątek zaatakowała grupkę spokojnych manifestantów. Zatrzymała się obok nich karetka pogotowia na sygnale i z krzykiem wypadli z niej funkcjonariusze. Pobili ich i tą samą karetką odjechali." Upiorne widmo "sanitariuszy" unosi się nad relacjami ze szczytu G8 zamieszczanymi w Gazecie Wyborczej. Trzeba przyznać, że Gazeta nie szczędzi swoim czytelnikom makabrycznych opisów: "To, co wyczyniały tu służby bezpieczeństwa, przeszło wszystkie nasze najgorsze wyobrażenia, mówi Marco, pokazując walające się na korytarzach porozbijane komputery, a w salach gdzieniegdzie ślady krwi. W nocy z soboty na niedzielę karabinierzy dokonali rajdu na oddany do użytku Genova Social Forum budynek szkolny. Byli jak rozjuszone zwierzęta. Niszczyli komputery, wyrywali twarde dyski, zabrali wszystkie dyskietki, aparaty fotograficzne, kasety wideo. Gdy ktoś próbował protestować, od razu obrywał w zęby, mówi przez spuchnięte, sine wargi Giorgio, jeden z niewielu, których nie aresztowano. (...) Z okna mojego mieszkania na trzecim piętrze widziałem policjanta w kamizelce z napisem "Press", który pałował młodą dziewczynę, inny od tyłu podszedł do fotografa i przywalił mu z całej siły w głowę..." Warto przypomnieć, że w piątek, 20 lipca, karabinier zamordował strzałem w głowę z odległości dwóch metrów 23-letniego manifestanta, Carla Giulianiego. Włoska prokuratura oskarżyła karabiniera o morderstwo z premedytacją. O tym również można się było dowiedzieć z Gazety Wyborczej.
Redakcja, uznawszy prawdopodobnie, że tego typu informacje mogłyby zaniepokoić niewyrobionych politycznie czytelników, a nawet skłonić ich do zakwestionowania doskonałości świata, którego Gazeta Wyborcza stanowi znakomitą reklamę, zamieściła komentarz Leopolda Ungera pod równie humorystycznym, co stosownym tytułem "Pogrzeb na nic". Pan Unger, po zwyczajowym zdemaskowaniu niesłychanego paradoksu, jakim jest globalny charakter ruchu antyglobalistycznego (jak widać redakcyjnym twardym dyskom obce jest znaczenie słowa internacjonalizm), kieruje pod adresem tego ruchu ciężkie, acz nie do końca zrozumiałe oskarżenia: protestujący usiłują wyręczyć demokratycznie wybranych władców pewnej części świata w podejmowaniu decyzji "dotyczących miliardów ludzi... Skutek jest porażający". Zdaniem Ungera, "ulica" nie ma prawa walczyć o przekształcenie świata; tym winny się zajmować i zajmują się z wiadomymi rezultatami specjalnie do tego celu powołane, kompetentne, rozumne "rządy i ich organizacje". "Mylą się ci" - pisze bez ogródek Unger - "którzy chcą zmienić obecny porządek świata, torpedując prace instytucji do takiej reformy właśnie powołanych. Wprost przeciwnie (sic!). Ośmiu panów wygodnie zainstalowanych na luksusowym statku w porcie Genui nie słyszało nawet świstu kuli, która trafiła młodego Włocha." Argument zasługuje na uwagę. "Ośmiu panów wygodnie zainstalowanych na luksusowym statku" (panie Unger, tak nie wolno! Czytelnik może sobie wyobrazić Bóg wie co: grono mafiosów sączących szampana, pożerających ostatnią partię astrachańskiego kawioru, pławiących się w wysublimowanych rozkoszach...) bawi się w najlepsze, przepraszam: buduje światowy ład, podczas gdy Siły Porządku krwawo rozprawiają się z kontestatorami, nie dopuszczając do tego, by jakieś nieprzyjemne odgłosy zakłóciły możnowładcom żeglarską sielankę. Obraz, trzeba przyznać, malowniczy i "porażający"; ale co to za argument? I za czym miałby przemawiać?
Pan Unger, jak widać, propagandzistą jest nietęgim; zobaczmy, jak sobie radzi z pracą pojęciową: "Ich [przeciwników globalizacji - M.K.] terroryzm moralny stara się udowodnić (nierzadko z powodzeniem), że to, co robią, jest zawsze dobre, a to, co robią politycy, jest zawsze złe". Antyglobaliści starają się dowieść swoich racji... doprawdy, szczególny to rodzaj terroryzmu! Czyżby publicystę Gazety Wyborczej oburzało to, że przeciwnicy G8 czynią to "nierzadko z powodzeniem"? Jest to rzeczywiście fakt smutny i godny pożałowania (trzeba by na nich nasłać spec-służby i pana Ungera pospołu); trudno jednak zrozumieć, co ma z tym wspólnego "terroryzm moralny"... Cechuje on raczej pisaninę dziennikarza Gazety.
Na koniec zostawiliśmy pointę "Pogrzebu na nic", pointę rzeczywiście "porażającą", świadczy ona bowiem już nie tylko o zamęcie umysłowym autora, ale o jego... terrorystycznych zapędach. Czym innym bowiem, jeśli nie udzieleniem bezwarunkowego poparcia państwowemu terroryzmowi jest następująca wypowiedź: "Niewykluczone, że policja włoska przesadziła i że oddała o jeden strzał za dużo. Ale po Seattle, Göteborgu i transmisjach TV z Genui można sobie wyobrazić, jakby dziś wyglądało to miasto, szczyt polityków, demokracja i porządek świata, gdyby włoska policja nie przesadziła?" Carlo Giuliani musiał zginąć, żeby ocalała Genua, żeby politycy mogli szczytować na swojej łajbie, żeby demokracja i porządek świata wyszły bez szwanku z tej ciężkiej przeprawy. Rzeczywiście w grze, której stawka jest tak wysoka, nie ma miejsca dla pięknoduchów i ich łzawych etycznych dylematów. Wiemy, że dzięki powojennym postępom kapitalizmu demokracja i sprawiedliwość tryumfują (chodzi, rzecz jasna, o ten model demokracji i sprawiedliwości, który opiera się na spektaklu, powszechnej korupcji i machinacjach tajnych służb; jest to zresztą model o włoskim rodowodzie), europejskie miasta nieustannie pięknieją, nawet powietrze jest coraz czystsze, a żywność zdrowsza i smaczniejsza...
Pan Unger, jak widać, nie obawia się śmieszności; chociaż jego żywiołem jest raczej zwykła podłość. W zaprezentowanej przez siebie konstrukcji myślowej bez wahania składa w ofierze życie człowieka na ołtarzu swoich geopolitycznych sympatii: karabinierzy zamordowali Carla Giulianiego; cóż, krztynę przesadzili; ponieważ jednak nie mogli i nie powinni byli postąpić inaczej, a więc nie przesadzili, postąpili słusznie... Non discernendo el troppo da quello che basta1: nawet jak na Gazetę Wyborczą wypowiedź Ungera jest wyjątkowo nikczemna. To, że osoba o takich poglądach może kształtować opinię publiczną (mając stały dostęp do łamów poczytnego dziennika) budzi przerażenie; z drugiej strony wypada się cieszyć, że Leopold Unger dysponuje tylko taką władzą. Przy okazji warto odnotować kolejną niezręczność: autor "Pogrzebu na nic" sugeruje mimochodem, że (spiskowa, rzecz jasna) teza głosząca, iż zamordowanie jednego z manifestantów to nie "wypadek przy pracy", ale rezultat zaplanowanego działania, nie była całkiem bezpodstawna. Włoscy karabinierzy nie tylko chcieli przesadzić, ale i musieli przesadzić... A dzięki takim obrońcom demokracji i światowego porządku jak pan Unger mogli sobie właśnie pozwolić na odrobinę przesady... Znaleźli się "tam, gdzie śladem chcenia zaraz czyn kroczy" (Dante). Carlo Giuliani nie żyje.
Mocodawcy ich umundurowanych kolegów z innych państw będą na przyszłość pamiętać, że w tłumieniu protestów przeciwników panującego porządku świata mogą zawsze liczyć na życzliwe wsparcie mediów pokroju Gazety krwiożerczej. Wspomniani przeciwnicy też o tym nie zapomną.
1 Nie odróżniając przesady od tego, co wystarczające (Guicciardini).