Dramatyczna sytuacja robotników irackich

Pod okupacją położenie irackiej klasy robotniczej nie tylko się nie poprawia, ale się bardzo pogarsza. Na łamach dziennika “Los Angeles Times” doniósł o tym z Bagdadu amerykański dziennikarz związkowy David Bacon.

David BACON

Dla większości Irakijczyków ropa naftowa wydawała się błogosławieństwem. W latach 60. podniosła ich stopę życiową niemal do poziomu krajów Pierwszego Świata. Potem stała się przekleństwem, finansując wojnę i brutalną dyktaturę. Wielu z nich uważa, że to ona zwróciła na Irak uwagę chciwych obcych mocarstw – ostatnio USA. Teraz dla niektórych Irakijczyków to po prostu towar, który dzieci sprzedają na autostradach kierowcom.

W rafinerii Ad-Daura – jednej z trzech wielkich instalacji tego rodzaju w Iraku – na przedmieściach Bagdadu dyrektor wie, że pracownicy nie mogą się utrzymać ze swoich zarobków, które średnio wynoszą 60 dolarów miesięcznie, więc przydziela im benzynę, którą handlują ich dzieci.

Przed wojną robotnicy mało zarabiali, ale mieli premie i uczestniczyli w zyskach, a do żywności i komornego dopłacało państwo. Teraz zarobki są takie same, jak dawniej, ale dodatkowe dochody zlikwidowały amerykańskie władze okupacyjne.

W fabrykach w całym Iraku robotnicy szybko organizują się w związkach zawodowych. Chcą więcej zarabiać. Chcą krócej pracować (w rafinerii i gdzie indziej często pracują na jedenasto-, a nawet trzynastogodzinnych zmianach, ale nie są wynagradzani za godziny nadliczbowe). Chcą ochronnych butów, okularów, masek itd. Większość z nich chce mieć coś do powiedzenia w sprawach przyszłych losów miejsc pracy.

Natykają się jednak na zaciekłego wroga – tymczasowe władze okupacyjne. Ilekroć nowe związki chcą rozmawiać z dyrektorami lub ministerstwami, które kierują zakładami, tylekroć słyszą, że nadal obowiązuje ustawa uchwalona w 1987 r., za Saddama Husajna. Ustawa ta stanowi, że w przedsiębiorstwach państwowych (w których pracuje większość Irakijczyków) pracownicy nie mają prawa tworzyć związków i negocjować układów zbiorowych pracy.

Ta ustawa gwałci co najmniej dwie konwencje MOP, ale 5 czerwca br. Paul Bremer, amerykański administrator Iraku, uznał ją za obowiązującą i wsparł dekretem zakazującym strajków i demonstracji, które mogą zakłócić działalność gospodarczą.

Wygląda na to, że fundusze pomocowe USA głównie służą w Iraku do finansowania ogromnej obecności wojskowej oraz prywatyzacji gospodarki, w której większość przemysłu należała do państwa. Jedno i drugie ma uczynić ten kraj atrakcyjnym dla zagranicznych inwestorów, a Bremer uważa, że obecność związków zawodowych może ich zniechęcić i że nic nie może stać na drodze prywatyzacji gospodarki.

8 października br. Thomas Foley, dyrektor rozwoju sektora prywatnego z ramienia władz okupacyjnych, ogłosił listę pierwszych przedsiębiorstw państwowych, które mają zostać sprzedane, w tym fabryk cementu i nawozów sztucznych, kopalni fosforytu i siarki, zakładów farmaceutycznych i linii lotniczych. 19 września władze okupacyjne zadekretowały, że z wyjątkiem przemysłu naftowego kapitały zagraniczne mogą mieć w przedsiębiorstwach stuprocentowe udziały, a zyski można wywozić z kraju.

Robotnicy boją się, że prywatyzacje pociągną za sobą masowe zwolnienia, podyktowane dążeniem do maksymalizacji zysków. Dyrektor rafinerii Ad-Daura przewiduje, że po prywatyzacji będzie musiał zwolnić połowę trzytysięcznej załogi. “W Ameryce są zasiłki dla bezrobotnych, a tu nie, toteż jeśli teraz zwolnię pracowników, skażę ich wraz z rodzinami na śmierć.”

Za bramą bezrobotni głodują, a nawet są bezdomni. W Iraku bezrobocie sięga 70%. Kongres USA wyasygnował na “odbudowę” kraju miliardy dolarów, ale – jak mówi Nuri Dżafar, wiceminister pracy i spraw socjalnych, “żaden kraj nie chce finansować naszych planów” wprowadzenia choćby minimalnych zasiłków dla bezrobotnych. Na ulicach nie widać żadnej odbudowy. Może pracuje się przy odbudowie rurociągów i portów, aby umożliwić eksport ropy naftowej, ale ogromne rumowiska powojenne stoją nietknięte.

Nieopierzone związki, choć ich położenie jest niepewne, działają energicznie. Jeden z nich – Iracką Federację Związków Zawodowych – organizują działacze, którzy musieli zejść do podziemia lub wyemigrować, gdy w 1977 r. Saddam zakazał działalności prawdziwych związków i wymordował wielu działaczy. Teraz ta federacja założyła związki w głównych gałęziach przemysłu, w tym w takich rafineriach, jak Ad-Daura. W Al-Basrze działa już miejska rada związkowa, a robotnicy urządzili tam protesty.

Inna organizacja – Związki i Rady Robotnicze – pomogła robotnikom wybrać komitety w takich fabrykach, jak państwowe zakłady przemysłu skórzanego i fabryka oleju roślinnego. Poparła również Związek Bezrobotnych, gdy ten protestował przed biurami władz okupacyjnych domagając się zatrudnienia i zasiłków.

Lecz gorliwość, z jaką władze USA prywatyzują Irak i ściągają do tego kraju firmy amerykańskie, podkopuje prawa pracownicze, zatrudnienie i stopę życiową rodzin pracowniczych. ExxonMobil, Delta Airlines i American Hospital Group wyraziły zainteresowanie zakupem koncernów irackich, a Bechtel, Halliburton i Fluor Corporation są wśród wielu firm amerykańskich, które już operują w Iraku na podstawie kontraktów, które uzyskały bez przetargów.

Tymczasem władze okupacyjne obniżają płace. Robotnica z zakładów przemysłu skórzanego mówi, że za pensję ustalona przez te władze musi utrzymać sześcioosobową rodzinę. “Ceny żywności i odzieży szybko rosną, a płace są bardzo niskie. Ciężko pracujemy – ja tu pracuję od 10 lat. Muszę mieć podwyżkę.” Na to jednak muszą zgodzić się władze okupacyjne. “Gdy rozmawialiśmy z dyrektorem, powiedział, że musi porozmawiać z ministrem przemysłu naftowego, który musi porozmawiać z ministrem finansów, a ten musi uzyskać zezwolenie od wojsk koalicyjnych”, mówi Detrala Beszab, przewodniczący nowego związku w rafinerii Ad-Daura.

Nowy iracki ruch robotniczy jest zdecydowany wystąpić przeciwko wyprzedaży przedsiębiorstw, utracie miejsc pracy i zakazowi działalności związkowej i strajków, co może doprowadzić do zaostrzenia konfliktu z władzami okupacyjnymi. Zamiast podejmować próby zakazania działalności związkowej, władze USA mają obowiązek respektować prawa pracownicze gwarantowane przez prawo międzynarodowe.

Tłum. Zbigniew Marcin Kowalewski

Przedruk z “Nowego Tygodnika Popularnego” (Instytut Wydawniczy Książka i Prasa).

Artykuł zamieszczamy dzięki uprzejmości redaktora pism
"Nowego Tygodnika Popularnego" i "Walka Trwa", Zbigniewa Kowalewskiego.