Irak
 
Rozmowa z Subhim Tomą byłym uchodźcą z Iraku, opozycjonistą wobec reżimu
Saddama Husajna, który reprezentuje w Bagdadzie organizację pozarządową
„Dzieci Świata”.
 

„Amerykanie nie przynieśli demokracji, chcą tylko wojny”


Subhi Toma
 

„Le Courrier” (Szwajcaria) 20/04/2004
 

Le Courrier: Co się teraz dzieje w Iraku? Czy ten wybuch walk to próba
niedopuszczenia do  powstania 30 czerwca irackiego rządu?

Subhi Toma : W przeciwieństwie do tego co mówią Bushowi jego doradcy nie
chodzi o zbuntowane, izolowane oddziały, które próbują zahamować po
prostu proces demokratyczny. Już dawno nie chodzi o zwolenników byłego
reżimu. Aresztowanie Saddama Husajna  miało załatwić wszystkie problemy,
zdemobilizować  legitymistyczną partyzantkę. Ale nic z tego. Wprost
przeciwnie: ci wszyscy, którzy nie mieli zamiaru bić się za byłego
dyktatora, zaraz weszli do ruchu oporu. Na dodatek  Amerykanie odcięli
się od swoich potencjalnych szyickich sojuszników próbując podciąć
skrzydła ruchowi Moktady al Sadra.   
  
Niektórzy mówią o “rebeliantach”, inni o “powstańcach”, co pan o tym
myśli?
 
Siły okupacyjne nie przyniosły obiecanej demokracji. Mnożyły grube
błędy, jeśli nie prowokacje. Wierzą, że ultraliberalizm będzie panaceum,
które stworzy podwaliny demokracji. Zastanawiające, że Amerykanie myślą
jak marksiści. Wierzą, że taki determinizm gospodarczy wystarczy by
spowodować  kompletną transformację społeczeństwa tak skomplikowanego i
- pod niektórymi względami - archaicznego jak Irak. To głupie! Na
przykład: 9 kwietnia zeszłego roku zadekretowano w Bagdadzie totalny
liberalizm. W wykończonym kraju, wykrwawionym wojną i trzynastoma latami
embarga Amerykanie wprowadzili politykę według której wszystko jest na
sprzedaż. Inwestorzy mogą wywozić za granicę 100% zysków. W konsekwencji
kraj jest faktycznie rabowany. Są problemy nawet na najprostszym rynku:
w czasie dyktatury popularne  bazary były obficie zaopatrzone w owoce i
warzywa produkowane w Iraku. Teraz wszystko wyjeżdża do Kuwejtu, który
może zapłacić dużo więcej, w Iraku rynek się po prostu opróżnia, nie ma
żadnej ochrony. 
 
Krótko mówiąc teraz buntują się nawet ci, którzy nie byli przeciwni
inwazji. Wszyscy przechodzą do ruchu oporu. To jest właśnie dobre słowo:
chodzi o masowe odrzucenie okupantów, którzy plądrują kraj. Zaczęło się
zresztą od prawdziwej zbrodni przeciwko ludzkości, którą było pozwolenie
na rabunek muzeów i bibliotek. I to dla zysku kilku wielkich,
amerykańskich handlarzy sztuką, którzy uprzednio dogadali się z mafią.
 
Jaka jest teraz pozycja mafii w Iraku?
 
Administracja amerykańska od dawna rekrutowała  wśród irackich
emigrantów tysiące rzekomych opozycjonistów, głównie z Chicago.
Oczywiście nie zbierano śmietanki. Potrzebni byli figuranci by wymyślić
opozycję zupełnie poddaną interesom amerykańskim. Okazało się, że duża
część tych ludzi utrzymywała się z przemytu narkotyków. Podobny schemat
jak z kubańską opozycją z Miami, wplątaną w zorganizowaną przestępczość
i handel narkotykami. To właśnie ci ludzie, którzy przybyli w konwojach
oddziałów okupacyjnych, obalili pomnik Saddama przed pełnym dziennikarzy
hotelem Palestyna, na placu ściśle otoczonym przez amerykańskie czołgi.
Tego żądne spektaklu kamery już nie pokazały.
 
Emigracyjne bandy mafijne zajęły się dostarczaniem twardych narkotyków
amerykańskim żołnierzom. Od razu użyły do tego dzieci ulicy. Były
nieliczne za czasów dyktatury, od wojny ich liczba dosłownie
eksplodowała, a  potrzeby armii okupacyjnych rosną.
 
Tymi dziećmi zajęła się na początek organizacja Dzieci Świata: sierotami
lub  odłączonymi od rodzin, żyjącymi na ulicy. Mimo niechęci Amerykanów
i ludzi Chalabiego [iracki emigrant, szef stworzonej przez USA opozycji,
dziś w tzw. Radzie Zarządzającej] utrzymujemy w Bagdadzie jeszcze jeden
otwarty ośrodek. Trzeba zrozumieć, że nic, ale to nic, nie może być
załatwione bez pozwolenia okupantów. To prowadzi do niebywałego
zamieszania. Nie ma co się dziwić, że porwano (i potem zwolniono)
pracowników japońskich organizacji humanitarnych: siły okupacyjne i
organizacje pozarządowe, jak i nawet personel ONZ zaczynają się
Irakijczykom mylić, należą do tego samego obozu: najeźdźców i ich
wspólników.     
 
Myśli pan, że  Irakijczycy nie dojrzeli do demokracji?
 
Nie o to chodzi. Wielu, nawet jeśli nie witało Amerykanów kwiatami,
myślało, że obalenie Saddama rzeczywiście przyniesie wolność. Zamiast
tego widzą, że przybysze okradają kraj. Wszyscy przechodzą więc do ruchu
oporu, nawet ci wcześniej niezbyt chętni bądź niezdecydowani. Demokracja
zaczyna się od panowania nad swym losem, niezbędne jest samostanowienie.
A tu nic z tych rzeczy, nie mówiąc o brutalności amerykańskich metod.
Żołnierze myślą, że są na Dzikim Zachodzie. Jest oczywiście między nimi
również wielu poczciwców, ale kompletnie nie rozumieją co się wokół nich
dzieje. Jakaś komisja powinna wyjaśnić blokowanie informacji; Anglicy
wiedzieli jak to się skończy, bo byli w Iraku przez dziesięciolecia, tak
samo Rosjanie ostrzegali przed ryzykiem. Proszę mi wyjaśnić dlaczego
wszystkie te ostrzeżenia nie zdały się na nic, jak te sprzed 11
września? Mogę się założyć, że nie będzie się o tym wiele mówiło.
 
Ale co jest z oddziałami Moktady Al. Sadra, dlaczego dołączyli do
powstania sunnitów, którzy będą przecież przegranymi procesu
politycznego?
 
Po pierwsze szyici, większościowi w Iraku nawet do 70%, nigdy nie
aspirowali do demokracji. Chcą tylko szariatu, samego szariatu i jeszcze
więcej szariatu. Przypomnijmy, że w Iraku już od 1959 roku istniał
najbardziej liberalny i prokobiecy kod rodzinny w całym świecie
arabskim. Od 9 kwietnia 2003 roku status kobiet w Iraku cofnął się o
dziesięć wieków. Nawet chrześcijanki muszą teraz chodzić pod ścianami i
zasłaniać twarz. Zamknięto wszystkie damskie zakłady fryzjerskie, jest
prohibicja na alkohol, wszystko co było nie pomyślenia za czasów
dyktatury… Wytłumaczenie zjednoczenia szyicko-sunnickiego jest dość
proste, a powstanie do przewidzenia. Amerykanie chcieli przed
przekazaniem władzy tym, których sami wybrali, wyeliminować wszystkich
tych, którzy będą się temu sprzeciwiać. Również  al. Sadra, tylko źle
wybrali moment, zaczęło się oblężenie Faludży. Powinni byli zająć się
swymi przeciwnikami po kolei, a nie jednocześnie. W ten sposób
spowodowali ogólny bunt.
 
Przekazanie władzy 30 czerwca leży w żywotnym interesie Waszyngtonu,
który musi brać pod uwagę własny kalendarz wyborczy. Demokratyzacja
Iraku to jedyny argument jaki jeszcze pozostał Bushowi: bronie masowego
rażenia nie istnieją, musi więc dotrzymać obietnicy niesienia wolności i
demokracji, choćby za pomocą bomb zrzucanych z F16. Sprowokowali al
Sadra żeby „oczyścić teren”. Każdy widzi rezultaty: koalicja się
chwieje, siły okupacyjne muszą opuszczać kolejne miejscowości i są
zmuszone do upokarzających negocjacji. 
 
Jakie są więc perspektywy?
 
Amerykanom pozostały w rękach jeszcze dwie karty, dwa sposoby wyjścia z
tego grzęzawiska: albo spowodują generalną wojnę w regionie pozwalając
Izraelowi zbombardować irańskie centrale atomowe, albo postarają się
wywołać i podtrzymywać wojnę domową w samym Iraku. Stworzenie gęstej
zasłony dymnej jest dla administracji Busha właściwie jedynym sposobem
na odwrócenie uwagi od swej okrutnej, krwawej porażki, którą potwierdza
każdy kolejny dzień okupacji.
 
http://lecourrier.programmers.ch

tłum: j.s.a