
Al-Ram, symbol Ściany.
Paul Cusset
Al-Ram, Zachodni Brzeg Jordanu, 10 lipca 2004
Wśród
Palestyńczyków, kórzy przyjechali do Al-Ram, żeby protestować
przeciwko
barierze bezpieczeństwa budowanej przez Izrael na Zachodniom Brzegu, wybucha burza oklasków. Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości w Hadze orzekł, że jest nielegalna. „To wielkie zwycięstwo sprawiedliwości i Palestyńczyków!” – cieszy się arabski poseł do izraelskiego parlamentu Azmi Bichara, który zeszłej soboty podjął strajk głodowy by sprzeciwić się temu, co Palestyńczycy nazywają Murem apartheidu. Do Bichary dołączyło 20 innych Palestyńczyków, jeden Żyd izraelski i Francuzka. Większość z nich dzień i noc przebywa w szerokim namiocie dostarczonym przez władze miasta.
To symboliczne miejsce. Mur przetnie wkrótce miasteczko. Mieszkańcy będą zmuszeni do przekraczania blokady wojskowej żeby się dostać do Ramalli, mimo, że ona też leży na Zachodnim Brzegu. „Ta decyzja to więcej niż zwykła opinia prawna” mówi Bichara i podkreśla, że społeczność międzynarodowa powinna nałożyć sankcje na państwo żydowskie.
45-letni handlowiec Asa al-Muslamani, cieszy się ze „sprawiedliwej”
decyzji Trybunału, ale i się martwi: „Mieszkam w Jerozolimie, ale mój sklep z
butlami gazowymi mieści się w Al-Ram i znajdzie się po drugiej stronie muru, jak
się więc do niego dostanę? Przejeżdżając przez izraelską blokadę? Czekając
godzinami?”
Władze izraelskie postanowiły zbudować mu wokół 60-tysięcznej miejscowości. Wzdłuż głównej drogi leżą już wysokie na osiem metrów bloki betonu. Al-Ram nie jest wielkie, ale to gospodarczy łącznik, ważny punkt tranzytowy między południem i północą Zachodniego Brzegu, z dostępem do Jerozolimy, do której eksportuje się palestyńskie produkty. Wkrótce Muslamani, jak wielu innych Palestyńczyków posiadających dokumenty jerozolimskie, ale mieszkających, pracujących czy uczących się w Al-Ram, znajdzie się w kafkowskiej sytuacji nie mogąc dotrzeć do Jerozolimy. Mówi, że Izrael skonfiskował tu 650 hektarów palestyńskiej ziemi.
Youssef Natcheh zabiera się za szukanie mieszkania w Jerozolimie, gdzie
ma sklep z pamiątkami. Mieszka w Al.-Ram, tu naprawia samochody. „Dwoje z moich
dzieci uczą się w Jerozolimie, dwoje innych chodzi do szkoły w Al-Ram, to gdzie
ja mam mieszkać?” – wzdycha.
„
W momencie gdy tyle się mówi o wolnej wymianie,
tyle o obalaniu granic, Izrael nas zamyka. Celem tej decyzji jest zniszczenie
palestyńskiej gospodarki.” – podkreśla. „Palestyna będzie tylko zespołem małych
więzień, ale bez strażnika, który by nam przynosił jedzenie. Sami musimy sobie
radzić, żeby przeżyć.”
Jednocześnie Natcheh uważa się za uprzywilejowanego, bo może wybierać. Pięćdziesięcioletni handlowiec, zasiadający w radzie miejskiej Al-Ram, mówi, że 70% mieszkańców ma tu jerozolimskie papiery, ale nie będzie miało środków, żeby przeprowadzić się do świętego miasta, w którym komorne i koszty utrzymania są dużo wyższe. Potępia politykę demograficzną Izraela, która ma zadanie usuwać Palestyńczyków z Jerozolimy, stolicy ich przyszłego państwa.
Nasreen Abu Gharbieh, młoda matka ośmiorga dzieci należąca do Fatah,
partii Jasera Arafata, podjęła głodówkę, żeby na to nie pozwolić. Jej dzieci
zostaną odcięte od szkoły, która znajdzie się po stronie izraelskiej. Gharbieh
sprzeciwia się dzieleniu całych rodzin i groźbom eksmisji ciążącym na tych,
którzy znajdą się po izraelskiej stronie, ale bez izraelskich dokumentów. Tak
będzie z jej siostrą, do której za kilka miesięcy nie będzie można pojechać.
Michel Warszawski, jedyny izraelski Żyd, który przyłączył się do głodówki, potępia opinię publiczną swego kraju „przekonaną i zaczarowaną przez ten mur” i ostrzega: „Społeczność międzynarodowa i szczególnie Europa powinny podjąć działania przeciwko temu murowi. Jeśli nic nie zrobimy odpowiedź będzie gwałtowna”.
Paul Cousset
liberation.fr
tłum: j.s.a